Skorzystałem z rady i zasłoniłem gniazdo podstawką pod piwo i włączyłem lampkę. Na początku lampka była na pełnej wysokości, potem trochę niżej, potem w połowie, potem jeszcze niżej... i mrówki wyniosły się do połowy próbówki.
Wtedy postanowiłem im podkręcić palnik i dałem lampkę dość nisko, ale jeszcze nie zupełnie nisko. Nadal efekty były niezadowalające, więc pomyślałem, że odsunę szybkę. I to chyba pomogło, bo odszedłem od formikarium na jakiś czas, a gdy wróciłem większość jajeczek była już przeniesiona i załapałem się na końcówkę spektaklu. Młoda robotnica dzisiaj wyciągnięta z kokona została złapana w zęby przez inną i zaniesiona do nowego gniazda. Do królowej podbiegła inna, krótki kontakt czułkowy, kop w zadek (dosłownie, popychała ją z tyłu) i królowa też ruszyła. Wyciągnąłem próbówkę z formikarium i wysypałem piasek naniesiony do niej na blaszkę od zegarka. Pomyślałem, że może zostały jakieś jajeczka i dobrze by było żeby mrówki mogły je wybrać. Potem jednak zostawiłem na jakiś czas próbówkę, aż uznałem, że mrówki, które do niej wracały pozamiatały ją dość dokładnie.
U mnie misja zakończona.
Mrówki przeniosły się do gniazda z korka z wydrążonymi korytarzami. Zasypałem korytarze sproszkowaną podkładką korkową (pilnik + tarcie) i większymi kawałkami korka (nożyk + szarpanie). Korytarz wejściowy zostawiłem pusty. Dwie komory dość blisko wejścia zostawiłem zasypane tylko częściowo mając nadzieję, że mrówki wybiorą je na pierwsze miejsce zamieszkania. Powinienem nadmienić, że najpierw zalałem gniazdo wodą i poczekałem aż trochę wsiąknie, a dopiero potem zasypywałem korkiem. Wydumałem, że w ten sposób uniknę roznoszenia proszku przez rozlewającą się wodę, a dodatkowo jeśli sypię na mokre, to proszek się tak jakby przykleja i będzie dokładnie tam gdzie ja chcę. Pędzelkiem pozgarniałem, żeby wszystko się mieściło w korytarzach i szybka, którą przykryję gniazdo dokładnie dolegała.
W chwili obecnej mrówki napotkały na pierwszy poważny problem. :] Jeden z tych dużych "szarpanych" kawałków zaczopował się w korytarzu, a królowa najwyraźniej próbuje przejść dalej. Górą, dołem, nie da rady. W sumie to i tak by jej to nic nie dało, bo dalej jest korek i przejść mogą tylko malutkie mrówki, a nie ona. Trwają prace nad usunięciem czopu, ale chyba jeszcze długo potrwają. Oprócz tego królowej brakuje miejsca w wąskim (ok 5mm) korytarzu, aby móc swobodnie nawracać. Musi się zwijać w kulkę i dopiero wtedy daje radę. Przez ten czop królowa ma dostęp tylko do korytarza o długości jakichś 3 cm. Sytuacja jest niekomfortowa i, mam nadzieję, tymczasowa.
Można już zaobserwować niemiły zwyczaj przyklejania mokrego piasku do sufitu. Na szczęscie jeszcze nie w masowej skali.
Bardzo przyjemnie ogląda się mrówki w nowym gnieździe.
