Strona 1 z 1

Hodowla łączona

: pt 25 lis, 2005
autor: Dominik
Witam,

A więc mamy zimę (porę roku, której, odkąd zacząłem hodować mrówki, coraz bardziej nie lubię :D) Gdyby nie 2 kolonie z królowych z jajami / larwami, też bym się zahibernował :D

W ślad za postem "wolne przemyślenia" pozwolę sobie przedstawić moją koncepcję na hodowlę łączoną, jaką planuję utworzyć.

Założenia są takie:

Zamierzam wykorzystać posiadana arenę o rozmiarach 70x120x14 cm z dwoma obszarami oddzielonymi fosą (jeden zajmuje około 85% powierzchni, drugi oczywiście resztę). Jako zabezpieczenie, oprócz fosy, można położyć szklaną szczelną przykrywę ... i mamy biurko ;).

Obecnie, od końca sierpnia, zamieszkuje tam F. sanguinea (królowa + około 200 robotnic).

Na początku września tego roku złapałem jeszcze królową Lasius sp. Przynajmniej tak sądzę – nie mam doświadczenia w oznaczaniu mrówek, moja wiedza w tym względzie jest czysto teoretyczna (w tym The Ants of Poland). W każdym razie bruzd na głowie nie zauważyłem, choć za bardzo przyjrzeć się nie mogłem. Z oznaczeniem gatunku (za pomocą klucza) poczekam na robotnice, choć, jako, że złapałem ją w mieście na chodniku, przypuszczam, że jest to L. niger.

Dodatkowo, też we wrześniu br., porwałem jeszcze kilka królowych Myrmica sp. (ale nie wiem ile z nich jest zapłodnionych – co najmniej jedna zachowuje się jak robotnica, długo też nie odrzucała skrzydełek). Tak, czy inaczej larwy już są. Niestety z 5 robotnic przeżyła tylko jedna, a próby dołożenia innych nie powiodły się (być może zbyt długo zwlekałem i odłowione z okolic mrowiska królowe zmieniły zapach, a może te robotnice, które chciałem dołożyć za krótko trzymałem w odosobnieniu i pamiętały zapach rodzimej kolonii – no nic, poeksperymentuję w przyszłym roku). Z oględzin trupków robotnic (miały ostre bruzdy ciągnące się w górę głowy, brak zaokrągleń wokół czułków) raczej wykluczyłem M. rubra, na której, ze względu na agresywność, mi zależało. Postawić mogę chyba na M. rugulosa, ale jak będą robotnice jeszcze pobawię się z tronem czułka –zobaczymy z jakim rezultatem.

Tyle słowem wstępu ;) – teraz do rzeczy.

Początkowo zamierzałem dodać do F. sanguinea 3 kolonie małych mrówek, a mianowicie: L. niger, T caespitum i M. rubra (agresywność w skali od 1 do 10 – 9). Żniwiarki nie dodam :D – a może ktoś podejmował próby łączenia żniwiarki z czymś innym oprócz nasion lnu ?? (słyszałem, że nie ma to żadnych szans powodzenia). Rozważałem też F. fusca ze względu na niewolnicze wypady Zbójnicy (czy ktoś zaobserwował takie akcje?) – ale myślę, że przy rozwiniętej F. sanguinea mogło by to się skończyć po prostu rzezią. Chyba jednak zostanę przy układzie: F. sanguinea + 3 maluchy. Zakładam (a raczej mam nadzieję), że przy dostatku pożywienia Zbójnica zignoruje kolonie małych mrówek i nie będzie ingerować w walki miedzy nimi.

Obecnie plany odnośnie M. rubra lekko zmodyfikowałem i zamierzam użyć posiadanych kolonii. Tak więc do rozwiniętej Zbójnicy na wybieg główny (ten większy) trafią kolonie (dołożone równocześnie, aby żadnej nie dać przewagi), które już posiadam tj. agresywny Lasius sp., nieagresywna Myrmica sp. (M. rubra została raczej wykluczona). Dodatkowo zamierzam dołożyć agresywną T. caespitum, ale że ma zamiar ją dopiero złapać, i wyhodować kolonię będzie to miało miejsce później, stąd trafi do oddzielonej fosą (a potem przerzuci się mostek ;))małej części areny.

Jeśli z tego całego zamieszania przeżyją choć dwie kolonie maluchów (z trzech) i F. sanguinea (no, myślę, że tej to nie wykurzą – wielce bym się zdziwił) to będę bardzo zadowolony. Jeśli, nawet nie, to i tak mam w perspektywie (odległej :( ) obserwację kilkutygodniowej, czy kilkumiesięcznej batalii. Niestety, do czasu wprowadzenia mrówek muszę jeszcze poczekać, aż kolonię osiągną wielkość co najmniej 50 robotnic (jeśli macie inne zdanie w tym względzie bardzo proszę o opinię), a na razie żadna robotnica jeszcze się nie wylęgła (swoją droga muszę podnieść temperaturę – obecnie mają koło 24 st. C).

No właśnie, jak sądzicie, kiedy będą mógł wprowadzić kolonie na wspólny wybieg (ilość robotnic, przypuszczalny czas)? Oczywiście, że można wydać 150 złociszy i wstawić już średnie kolonie od ręki i natychmiast ... ale ... co potem ... kolejny wybieg ... i kolejny ... tak, to w ciągu 2 lat nie będzie miejsca w domu ... (i tak już drugi dla messorki muszę przygotować – oby przeżyła i założyła prężną kolonię). Niektórzy mają po 140 m2 pozajmowane ;) – serdecznie pozdrawiam :D. No i jednak to większa satysfakcja obserwować rozwój kolonii od początku - w przypadku łączenia, możliwe, że do jej końca – może niektórym wyda się to brutalne, ale ... cóż ... takie ryzyko (nie chcę, aby to była bezsensowna rzeź, tylko wojna o teren, dominację itd, ... ale jednak wojna. W naturze przecież tylko 1 na 1000 królowych przeżyje). Wracając do początku akapitu, nie wykluczam, że nie starczy mi cierpliwości ... i zdecyduję się na zakup np. T. caespitum.

Nieważne..., plany są odległe, i może się jeszcze zmienią, wszak to tylko zimowe opowieści ... z całą masą dygresji (ale żem się rozpisał ;))

Jeżeli ktoś doczytał do końca :), to bardzo proszę o opinie / uwagi / komentarze / sugestie związane bardziej lub mniej z poruszonym przeze mnie tematem.

Pozdr.,
D.

Re: Hodowla łączona

: sob 26 lis, 2005
autor: PIOTR
Witam :)
Powiem tak - trzymam kciuki ;)
Żadnych sugestii na ten moment nie mam - musisz sam poobserwować to co będzie się działo - już się cieszę na czytanie sprawozdań ;)

Re: Hodowla łączona

: sob 26 lis, 2005
autor: Dominik
Witam,

Odnośnie Myrmica sp., o której wspominałem, śpieszę donieść, że oprócz jaj i larw są również kokony ... a od dzisiaj 2 nowe robotnice. Także sprawa idzie w dobrym kierunku, choć do połączenia kolonii jeszcze duuużo czasu upłynie.

D.

Re: Hodowla łączona

: śr 07 gru, 2005
autor: Bartosz
witam,
wreszcie wolna chwila wiec odrzuce swoje 3 gorsze :D

swojego czasu BartTP napisal artykul o laczeniu morwek w zespoly obecnie znajduje sie on na stronie http://mrowki.info polecam

Re: Hodowla łączona

: śr 07 gru, 2005
autor: Dominik
Jeśli mówisz o tym artukule ---> "Łączenie mrówek w zespoły - BartTP", to był to jeden z pierwszych artukułów, który przeczytałem, jak zacząłem "na poważnie" szukać informacji na temat hodowli mrówek (nie tak dawno zresztą ;)) ... i takie są tego efekty, że od samego początku myślę o takiej hodowli :D

Re: Hodowla łączona

: czw 05 sty, 2006
autor: Dominik
Krótka relacja typu: jak się sprawy mają, czyli mrówcze impresje :wink: .

Gdy pod koniec sierpnia 2005 dostałem moją F. sanguinea (moje pierwsze mrówy :D ), większość potomstwa stanowiły poczwarki, a królowa przestała składać jaja. Od tego czasu kolonia nie wykazywała zbyt wielkiej aktywności (chyba, że dostały żarełko po kilkudniowej głodówce :twisted: ), a moim głównym zmartwieniem były trupki w fosie (najpierw 4-5 tygodniowo, potem znacznie mniej - jeden na 2 tygodnie).

Pod koniec grudnia zauważyłem (na dzień przed planowaną hibernacją - cwaniary ;)), że królowa zaczęła składać jaja. Obecnie jest całkiem sporo larw .. i to dość dużych. Na arenie jeszcze nie obserwowałem takiego ruchu (szczególnie w chwilę po wyłożeniu owada) i takiego zainteresowania insectami (jednego średniego owada dziennie, np. szarańczaka, łykają bez problemu - coś czuję, że po wyczerpaniu mrożonek przyjdzie czas na założenie hodowli jakiegoś mączniaka; pocięte na ćwiartki mrożone żuki gnojne są najwyraźniej dla nich rarytasem :D ).

Zadziwiło mnie jeszcze tempo rozwoju - w ciągu tygonia od pojawienia się jaj (chyba, że coś przeoczyłem) do larw o dłg. 3-4 mm - WOW. Fakt, że przez kilka godzin dziennie w jednej z 2 komór mają 30 st. C.

Spodziewałem się, że po pojawieniu się potomstwa zacznie się ruch ... ale to co się dzieje, przerosło moje oczekiwania.

Serce roście :D

Ps. Pierwsze naprawdę maleńkie robotnice Myrmica sp. też mnie zadziwiają wielkością kawałków owadów, które mogą uciągnąć.

Re: Hodowla łączona

: pt 03 mar, 2006
autor: BartTP
Fanfary please. ;)

Ponieważ ja jestem odpowiedzialny za skutki napisania artykułu nt. łączenia mrówek w zespoły - postanowiłem napisać to i tamto. Wpis ten można traktować jako swoisty "update" mojego artykułu.

Twój pomysł z połączeniem zbójnicy + L. niger + M. sp + T. caespitum niestety skazany jest z góry na niepowodzenie.

Po pierwsze: kolonia F. sanguinea musi mieć w swoich szeregach minimum 20 robotnic, by nie sprowokować L. niger do ataku. Problem polega na tym, że L. niger nigdy nie przepuszcza okazji do mordowania wszelkich młodych kolonii. Oczywiście - w przypadku tak dużych mrówek jak F. sanguinea w naturze rzadko się zdarza, by L. niger miał realną szansę na wtargnięcie do gniazda zbójnicy, ponieważ królowa F. sanguinea opanowuje niejako "gotową", liczną kolonię. Niestety, w hodowli takie małe kolonie to standard. L. niger czerwi także w zimie, więc raz-dwa zbierze te kilkaset robotnic, by zarżnąć "kilkunastoosobową" kolonię zbójnicy, która w zimie nie czerwi (zresztą, formice w niewoli nie składają oszałamiającej liczby jaj, natomiast L. niger w ogóle się tym faktem nie przejmuje).

Ale to akurat mały problem. Załóżmy, że masz wystarczająco liczną kolonię F. sanguinea, by nie obawiać się nalotu L. niger (jak pisałem - powinno wystarczyć 20 robotnic, by L. niger porzucił wszelkie plany napadu), która na dodatek pierwsza została wpuszczona na arenę i zdążyła zaznaczyć teren swoimi szlakami zapachowymi. Ważne, by formice miały zawsze pod dostatkiem pokarmu białkowego - inaczej zaczną przejawiać zachowania charakterystyczne dla nich wczesną wiosną, gdy najłatwiejszym źródłem białka są okoliczne kolonie mrówek. Po prostu sukcesywnie będą wyłapywać wszystko co się rusza - do oblężenia gniazda kurdupli włącznie. Dalej... Konieczne są osobne karmniki. L. niger ma tendencje do obłażenia pokarmu masą robotnic (formice raczej tną na kawałki i, kroczek po kroczku, zanoszą do gniazda). Takie obłażenie może sprowokować zbójnicę do napadu rabunkowego z wynoszeniem poczwarek lasiusa włącznie (po prostu falanga zbójnicy będzie spychać małe lasiusy w stronę ich własnego gniazda i w końcu zacznie doń usiłować wejść) - o ile pojedyncze robotnice zazwyczaj nie są zauważane, o tyle ich duża koncentracja może zbyt podniecić zbójnicę (a, jak wiadomo, podnieca się szybko). Po prostu nie wolno zapominać, że zbójnica to fakultatywny łowca niewolników i lepiej nie pogrywać na tej strunie jej natury. Po prostu może dokonać nalotu na lasiusa POMIMO dużej ilości białka. Dalej... Karmniki muszą być niedaleko wlotów do gniazda, tak, by mrówkom nie chciało się pętać do obozu konkurencji. L. niger ma zwyczaj wysypywania się dużą ilością robotnic w okolicy wlotu do gniazda, gdy zwącha nienaturalną ich zdaniem ilość wroga (są to małe powierzchnie, rzędu 20 cm kwadratowych) w pobliżu. To z kolei może na tyle podniecić zbójnicę, by dokonała najazdu. Karminiki muszą być w takich miejscach, by szlaki zapachowe mrówek biegły dokładnie w przeciwną stronę. W naturze L. niger kieruje się w stronę stepowej roślinności, podczas gdy zbójnica raczej kieruje się do lasu (stąd ich gniazda są blisko siebie i wzajemnie sobie nie przeszkadzają). Podkreślam: każdy gatunek ma strefę, którą uważa za WŁASNĄ i zawsze reaguje agresją w przypadku nadnaturalnej koncentracji jakichkolwiek obcych mrówek, choćby to były dziesięć razy większe Camponotusy. Na szczęście dla L. niger ten promień jest maleńki - i rzadko się zdarza, by koncentracja zbójnic na ich "podwórku" osiągnęła krytyczną wartość (oprócz wczesnej wiosny). Ma się rozumieć - w przypadku miażdżącej przewagi atakujących, mrówki mają tendencję do chowania się w gnieździe. W przypadku Lasius - Zbójnica - to właśnie ratuje Lasiusa przed całkowitą eksterminacją (zbójnicy rzadko udaje się wedrzeć do małych tuneli hurtnicy). Ponieważ zbójnica jako taka jest główną ozdobą formikarium i rozwija się wolniej, niż Lasius niger - musimy uważać, by zbójnica za często nie napadała Lasiusa. Po prostu zawsze kilka atakujących robotnic przepłaci atak życiem (szczególnie pierwsi łowcy, którzy odważnie wpieprzają się w sam środek masy wkurzonych hurtnic). W przypadku małej kolonii zbójnicy (a dużej hurtnic) może to doprowadzić do tego, iż liczebność kolonii zbójnicy spadnie do niebezpiecznego poziomu kilkunastu robotnic, a wtedy...

Kolonia M. sp nie powinna mieć ze zbójnicą większych zatargów. Problem pojawi się dopiero w czasie karmienia. Myrmice mają doskonały system zwoływania do pokarmu. W przeciągu kilkunastu sekund świerszcz zostanie pokryty masą myrmic. To może z kolei rozdrażnić zbójnicę do przypuszczenia szturmu na źródło pokarmu. O ile myrmica nie będzie się bronić i będzie tchórzliwie uciekać - o tyle kilka przywita się z kwasem mrówkowym i zakończy żywot. Natomiast wątpliwe, by zbójnica próbowała szturmować gniazdo myrmic. Myrmice są zbyt "chude", by zbójnicom chciało się przypuszczać atak na gniazdo. Gorzej będzie, gdy biesiadujące myrmice zostaną przyłapane przez lasiusy. Lasiusy zaczną po nich łazić i ogólnie nieco drażnić. Ale to akurat nie jest niebezpieczne... Problem pojawi się wówczas, gdy pierwsze zbójnice znajdą świerszczyka... Wtedy hurtnice zaczną się zachowywać tak, jakby... broniły kolonii mszyc. Jak wiadomo - hurtnice są z nimi związane ewolucyjnie i mogą zacząć stawiać zacięty opór zbójnicom. To z kolei może się przerodzić w szał zbójnicy i mamy "full scale war". Ma się rozumieć - lasius zacznie wkrótce oddawać pole i wycofywać się do własnej norki. Wiadomo, jak to się skończy: szturmem.

Natomiast na myrmice czeka inne zagrożenie: darniowiec. Ten sukinsyn po prostu nie wytrzyma i prędzej czy później (raczej prędzej) rozpocznie kampanię przeciwko myrmicom, lekce sobie ważąc to, że ten gatunek jest nieagresywny. Po prostu darniowiec takie niuanse jak przystosowania ewolucyjnie ma głeboko w... odwłoku. Sam darniowiec będzie nieustannie molestowany przez pojedyncze robotnice lasiusa, które, gdy tylko uda im się zagnać darniowca do norek - przypuści szturm. Co prawda nie wejdzie do jego gniazda, ale będzie go głodził. Gdy tylko lasius poczuje, że darniowiec został zagoniony w kozi róg - los murawki będzie przesądzony. Jedyna szansa dla darniowca to zacząć z przewagą liczebną 10:1. Tyle, że przy tej liczebności zaraz najedzie myrmicę... Naprawdę, same problemy. No i - darniowiec ZAWSZE furażeruje w wielkiej liczbie przy wlocie do swego gniazda... To z kolei może wkurzyć zbójnicę...

Jak więc widać: zbójnica to ciężki przypadek w trakcie łącznie międzygatunkowego. A na pewno już sztuczne połącznie więcej niż dwóch gatunków jest arcytrudne. Pewnym rozwiązaniem jest sprawienie, by karminiki były dostępne wyłącznie dla danego gatunku - np. dla darniowca świetne będą małe, dziurawe piłeczki, pod którymi będzie konik polny. Darniowiec wlezie, zbójnica nie. Główny problem wyniknie z kurduplami, które będą dążyć do wzajemnej eksterminacji. Dlatego też: zbójnica + kurdupel tak (choć z pewnymi problemami), natomiast zbójnica + dwa kurduple zdecydowane NIE.

Reasumując:
a) Jak największa odległość wlotów gniazd,
b) zbójnica + JEDEN maluch,
c) odrębne karminki.

W tym miejscu jeszcze napiszę nieco o "szale" zbójnicy. Otóż, zbójnica ma bardzo charakterystyczną umiejętność, mianowicie zwarta w walce zbójnica wydziela feromony, które doprowadzają do wściekłości przełażące w pobliżu siostry, które pędem kierują się w stronę źródła alarmu. Dlatego też - pojedyncza zbójnica włażąca w motłoch darniowca może wywołać szał u całej kolonii f. sanguinea, albowiem darniowiec w pobliżu swego gniazda może się pokusić o próbę upieprzenia zbójnicy. Ta wyda automatycznie sygnał alarmowy... Resztę dopiszcie sobie sami.

Mam nadzieję, że pomogłem. :)

Re: Hodowla łączona

: pt 03 mar, 2006
autor: Dominik
Witam,

BartTP, po pierwsze, dzięki za obfity „update” :wink: .

Po drugie
BartTP pisze:Twój pomysł z połączeniem zbójnicy + L. niger + M. sp + T. caespitum niestety skazany jest z góry na niepowodzenie.
Jeśli traktować to jako koncepcję „na lata”, nie będę zaprzeczał. Jednak perspektywa kilkumiesięcznej (bo mam nadzieję, że w przypadku dołożenia 3 małych kolonii kurdupli trochę to potrwa) obserwacji batalii, zmian rozkładu sił, wzajemnych zachowań itd., itp. jest dla mnie pociągająca. Zresztą, odnoszę takie wrażanie, ze swoich informacji nie czerpiesz z literatury ... ;). Mam tylko nadzieję, że zdążę „wyczuć moment” i odstawić zagrożoną kolonię na czas, aby nie doprowadzić do jej zlikwidowania.

Zastanawiam się również (i skłaniam ku temu rozwiązaniu) nad dołożeniem M. rubra, zamiast M. sp., co pewnie wykluczyłoby zagrożenie ze strony T. caespitum, niestety wówczas niebezpieczna dla pozostałych dwóch maluchów mogła by być sama M. rubra (choć nie bez znaczenia może się okazać różne tempo czerwienia tych gatunków). Z drugiej strony... zbójnica + 3 agresywne maluchy ... to już brzmi groźnie ...

T. caespitum będzie oddzielona „murem” z wody lub talku w poprzek wybiegu, ewentualny kontakt przez mostek (zdejmowany oczywiście), co dawać będzie pewną możliwość kontroli (i będzie najdalej od zbójnicy).

Każde z gniazd będzie ogrzewane niezależnie, czym, choć w minimalnym stopniu, można sterować tempem rozwoju (skuteczniejsze byłoby odławianie, np. „nadmiarowego lasiusa”, ale taka ingerencja jakoś mi nie pasuje).

Odnośnie zbójnicy ... jest jej ponad 200 z dużą ilością jaj, larw i kokonów, więc o jej egzystencję się nie martwię. A fakt, faktem, że „podniecona” zbójnica wygląda naprawdę groźnie i atakuje wszystko „obce”, nie tylko to, co się rusza (np. dobrych kilka minut zajęło mi odzyskanie zaatakowanej ... lupy). Zawsze zauważam taką reakcję (silniejszą lub słabszą) w przypadku podania żywego pokarmu, a co dopiero może się dziać w przypadku innych mrówek.

Celem uchronienia maluchów (w szczególności królowych) od ewentualnej napaści na gniazdo ze strony zbójnicy zamierzam końcówkę rurki wprowadzić do małego pojemnika wypełnionego ziemią z dużą ilością glinki (i jakoś wykombinować, aby tam nie zamieszkały), tak aby kurduple mogły wydrążyć małe tunele (za małe na zbójnicę) pomiędzy areną, a rurką prowadząca do gniazda. Podobne zabezpieczenie mogłoby zadziałać np. w relacji M. rubra – T. caespitum. Oczywiście można zastosować jakąś przegrodę z otworami i pozbyć się ryzyka, że mrówki zamieszkają w ziemi, ale o ile ciekawiej wygląda mrówka wychodząca z ziemi, niż z syntetycznej rurki.

BartTP pisze:Reasumując:
a) Jak największa odległość wlotów gniazd,
b) zbójnica + JEDEN maluch,
c) odrębne karminki.
b) w przypadku agresywnych gatunków ok., ale czy np. dodanie M. sp. (nie rubra) i Leptothorax acervorum nie miałoby szans powodzenia „na dłużej”? Nie wykluczam, że po zakończeniu tego eksperymentu (co, w świetle tego, co napisałeś, wydaje się być kwestią czasu) spróbuję właśnie te gatunki dołożyć do zbójnicy.

c) jasna sprawa, swoją drogą dobry pomysł z karmnikami z dziurkami z przeznaczeniem tylko dla maluchów.

a) plan jest taki :wink: (jak widzę patrolujące zbójnice to wybieg 70x120 cm, który początkowo wydawał się duży, kurczy się w oczach :wink: )
____________________________
|......c..../..............d....................e....|
|.b......./..........................................f.|
|......../..............................................|
|......./...............................................|
|.....=................................................|
|.a../..............................................g.|
|__/_________________________|
a,b,c,d ... otwory na rurki
b - T. caespitum
d - M. rubra lub M. sp.
e - F. sanguinea
g – L. niger
/ - fosa :wink:
= - mostek

Re: Hodowla łączona

: pt 03 mar, 2006
autor: BartTP
Wierz mi, przeczytałem naprawdę dużo literatury naukowej. ;) Niestety, mam taką małą przywarę, że lubię wszystko sprawdzać osobiście. I nie zawsze to, co dzieje się w formikarium odzwierciedla naukowy opis. ;)

Owszem, nie mylisz się: przykładowe kolonie łączone miałem w formikariach. Niesety, długość egzystencji takiego zespołu trwa nie dłużej, niż trzy miesiące. Prędzej czy później jeden gatunek (zazwyczaj L. niger) osiąga dominację.

Załóżmy, że posiadamy arenę zamieszkaną przez L. niger, M. rubra i T. caespitum.

Przez pewien czas panuje harmonia. Niestety, M. rubra szachuje swoją obecnością L. niger, która rzadko wystawia czułki z gniazda (M. rubra, co potwierdziły zarówno obserwacje terenowe, hodowlane jak i literatura dominuje nad L. niger, jeśli chodzi o teren gniazdowania - na odizolowanych wyspach występuje wyłącznie M. rubra, choć wcześniej na pewno był tam i L. niger). Niestety, rubra będzie często ginąć, albowiem lubi ładować się w sam środek roju darniowca. Całkiem szybko jej populacja będzie spadać. Co więcej, prędzej czy później darniowiec napadnie rubrę (o wiele szybciej czerwi, jest znacznie lepiej zorganizowany), co spowoduje utratę myrmic. Myrmice atakują watahami (3-4 osobniki), stosują przeważnie pasywny pressing. Natomiast darniowiec wdziera się masowo do gniazd innych gatunków. Wytępienie myrmic spowoduje, iż L. niger zacznie coraz śmielej poczynać. Będąc mrówką szybką i zaopatrzoną w gruczoł produkujący kwas mrówkowy, pojedyncze osobniki zaczną molestować darniowca - szybkie zwarcie, oblanie kwasem i ucieczka. To sprawia, że darniowiec w coraz mniejszej liczbie patroluje własny kopiec. A to z kolei bardzo ogranicza jego żerowanie. W końcu L. niger dokona nalotu. To ostatecznie przypieczętuje los darniowca, który będzie wegetował albo wymrze z głodu. W końcu zostanie sam L. niger.

W naturze wścieklica, darniowiec i hurtnica zajmują różne siedliska, choć często sąsiadują. Wścieklica niezbyt lubi pałętać się po skraje suchych siedliskach darniowca, więc konflikty rzadko się zdarzają. Swobodnie natomiast penetruje terytorium hurtnicy. Jest mrówką koczowniczą, więc wolno, krok po kroku, wypiera hurtnicę, która musi wybierać nieco suchsze tereny. Tam zaczyna mieć sąsiada darniowca, jednak ponieważ hurtnica głównie żywi się spadzią, a darniowiec żre prawie wyłącznie martwe bezkręgowce - konflikty rzadko wybuchają. Dlatego też: teren zostaje podzielony w ten sposób, iż na skrajnie suchym terenie siedzi darniowiec, na mokrym Myrmica rubra - a pomiędzy nimi L. niger. Dodatkowo, na terenie L. niger gnieżdżą się ciepłolubne, nieagresywne gatunki Myrmica sp. np. Myrmica rugulosa lub M. sabuleti. Między tymi gatunkami w zasadzie nie ma konfliktów, dodatkowo myrmice korzystają z ochrony, jaką zapewniają im hurtnice. Jest to ich przystosowanie ewolucyjne - wyrzekają się agresji na rzecz spokojnego bytu.

Mówimy tu o naturze, gdzie mrówki mają nieograniczony teren. Natomiast w niewoli ta równowaga zostaje złamana - i mrówki chcąc nie chcąc - muszą dążyć do eksterminacji konkurencji, a wyprowadzka nie jest możliwa. Dlatego też: owszem, taka hodowla jest (ple ple) pasjonująca... Ale krótka. :) Powodzenia.

Re: Hodowla łączona

: sob 04 mar, 2006
autor: BartTP

Re: Hodowla łączona

: ndz 05 mar, 2006
autor: DAAMOOK
BartTP milo by bylo gdybys napisal cos wiecej niz tylko link.
Chociaz opis co sie w linku znajduje.

Re: Hodowla łączona

: pt 21 kwie, 2006
autor: Dominik