Mrówki i lodówka turystyczna - czyli co z tego wyszło.
: czw 05 sty, 2006
Ano nadszedł czas iż postanowiłem swoją kolonię (jak to pieknie brzmi - kolonia) czyli królową i jej 2 robotnice zabrać z domu do pracy. Biurko mam w pracy obszerne więc i miejsce na formi typu "I" się znajdzie.
Jako iż królowa już długo nie czerwiła postanowiłem kolonię przezimować.
I tu zaczeły się schody - najchłodniejsze pomieszczenie w firmie ma "zaledwie" 23"C. Po długim namyśle znalazłem wyjście - lodówka turystyczna. To zmyślne urządzenie jest na tyle duże iż zmieści się w nim nawet formicarium co pozwoli na zimowanie mrówek bez potrzeby wyganiania ich do lokalu zastępczego. Od pomysłu do realizacji poszło szybko. Z domu przywiozłem lodówkę i jeden wkład chłodzący. Całość umieściłem w magazynie-archiwum (teoretycznie nikt tam za często nie zagląda). Tak minoł spokojnie tydziń zimowania w miesiącu grudniu. Po ok. 1,5 tygodnia czasu weszłem by sprawdzić moje mrówki i cóż ujrzałem - otwartą lodówkę z kompletnie wyrównaną temperaturą. No nic nie będę zimować ich 2 razy. Formicarium zabrałem spowrotem na biurko i stopniowo zaczołem dogrzewać je lampką. Po kilku dniach aklimatyzacji po "zimowaniu" na szybkę karminkową wysypałem kilka kryształków cukru. Na drugi dzień po powrocie do pracy stwierdziłem iż cukier mrówki ładnie zaniosły do komory a w komorze dostrzegłem pierwsze jajko - moja radość nie miała końca.
Dziś mamy już styczeń, w komorze jaj przybywa, a ja zamiast pracować z zapartym tchem podziwałem dziś jak królowa dzielnie składa kolejne jaka. Na prawie 1 godzinę zapomniałem o tym, że jestem w pracy i posiadam pewne obowiązki. Całe szczęście, że gabinetu z nikim nie dzielę. Więc odpada problem iż komuś nie spodobają się moje obserwację mrówek w miejscu pracy.
A więc nawet przy 2 robotnicach kolonia jest się w stanie odtworzyć. Teraz z niecierpliwością czekam na pierwsze robotnice.
Jako iż królowa już długo nie czerwiła postanowiłem kolonię przezimować.
I tu zaczeły się schody - najchłodniejsze pomieszczenie w firmie ma "zaledwie" 23"C. Po długim namyśle znalazłem wyjście - lodówka turystyczna. To zmyślne urządzenie jest na tyle duże iż zmieści się w nim nawet formicarium co pozwoli na zimowanie mrówek bez potrzeby wyganiania ich do lokalu zastępczego. Od pomysłu do realizacji poszło szybko. Z domu przywiozłem lodówkę i jeden wkład chłodzący. Całość umieściłem w magazynie-archiwum (teoretycznie nikt tam za często nie zagląda). Tak minoł spokojnie tydziń zimowania w miesiącu grudniu. Po ok. 1,5 tygodnia czasu weszłem by sprawdzić moje mrówki i cóż ujrzałem - otwartą lodówkę z kompletnie wyrównaną temperaturą. No nic nie będę zimować ich 2 razy. Formicarium zabrałem spowrotem na biurko i stopniowo zaczołem dogrzewać je lampką. Po kilku dniach aklimatyzacji po "zimowaniu" na szybkę karminkową wysypałem kilka kryształków cukru. Na drugi dzień po powrocie do pracy stwierdziłem iż cukier mrówki ładnie zaniosły do komory a w komorze dostrzegłem pierwsze jajko - moja radość nie miała końca.
Dziś mamy już styczeń, w komorze jaj przybywa, a ja zamiast pracować z zapartym tchem podziwałem dziś jak królowa dzielnie składa kolejne jaka. Na prawie 1 godzinę zapomniałem o tym, że jestem w pracy i posiadam pewne obowiązki. Całe szczęście, że gabinetu z nikim nie dzielę. Więc odpada problem iż komuś nie spodobają się moje obserwację mrówek w miejscu pracy.
A więc nawet przy 2 robotnicach kolonia jest się w stanie odtworzyć. Teraz z niecierpliwością czekam na pierwsze robotnice.