post 24 maj - Messor Barbarus Nowa Hodowla + zdjęcia
: czw 14 maja, 2009
Kilka dni temu przyszła zamówiona mała kolonia Messora - Królowa (co za monstrum!) i 8 robotnic, w tym dwie dość spore. Uprzednio przygotowałem formikarium gipsowe z wbudowaną areną - 25x40cm, z czego arena zajmuje połowę. Około 3/4 korytarzy i komór zasypałem ziemią zmieszaną z piaskiem - założenie jest takie, że jak będą potrzebować, to sobie powiększą, a na razie będą miały mniej miejsca, żeby śmiecić.
[ Dodano: Czw 14 Maj, 2009 ]
1
Wstawiłem próbówkę na arenę, okorkowałem i ledwo zdążyłem zamknąć pokrywę! Czter robotnice wybiegły natychmiast i zaczęły patrolować arenę, odkryły także nowe gniazdo i karmnik (na razie tylko nieco przesuszonego miodu i kilka ziaren traw, co je przysłali w komplecie z kolonią). Pod koniec dnia siedzą w próbówce, królowa prawie się nie rusza, ale wcina ziarna.
2
Robotnice coraz śmielej patroluję okolicę, wychodzą trójkami, srawdzają część gniazdową formikarium. Chyba przedobrzyłem z wilgotnością, bo w wilgotnej części na szybie zaczyna się kondensacja. Całe ziarno z karmnika zostało przeniesione do próbówki.
[ Dodano: Czw 14 Maj, 2009 ]
3 - Katastrofa o poranku. Postanowiłem nieco zwiększyć temperaturę i zapaliłem czerwoną lampkę 60w jakieś 30cm od areny. Po dziesięciu minutach nastąpił atak paniki - robotnice wybiegły pędęm z próbówki, taszcząc dwa jaja i jedną larwę (teraz wiem, że są dwa jaja i larwa), za nimi wybiegła królowa. Schroniły się w kącie areny, trzy robotnice leżą pod królową, reszta biega dookoła. Po czterech godzinach ( i odstawieniu lampki) nadal siedzą w tym samym miejscu.
Wracam z pracy i okazuje się, że przeniosły się do pierwszej komory części gniazdowej (co za ulga!) - trwa transport ziaren z próbówki.
4.
Próbówka wyczyszczona, trzy robotnice przez cały dzień walczą z watą wewnątrz. Podczas karmienia (posiekane nasiona lnu) nie doceniam przeciwnika - moment nieuwagi i jedna z robotnic zmyka przez uchyloną klapkę. Niestety, orientuję się dopiero po pewnym czasie, kiedy zbiega nie da się już wytropić. Wydaje mi się, że robotnice rosną. Czy to możliwe?
Wieczorem odnajduję zbiega patrolującego moje łóżko - wraca do koloni na kartce papieru.
5.
Jedna z robotnic na moich oczach urwała sobie pół nóżki podczas zmagań z wilgotną watą w próbówce - postanawiam pożegnać się ze starym gniazdem i usuwam próbówkę.
Rozpoczęły się prace budowlane 24/7 - w grupkach po dwie robotnice odkopują nowe korytaże w dość losowych miejscach. Przebieg prac zostaje zakłócony karmieniem - witaminizowany konik polny z puszki (karma dla gekonów) okazuje się hitem kulinarnym - w rzeciągu kilku godzin wszystkie robotnice (poza dwoma, stale zajętymi czymś przy królowej - tak zresztą jest od początku, dwie robotnice zawsze zostają z królową) pracują przy cięciu i przenoszeniu konika do gniazda. Pod wieczór zostaje już tylko pusty pancerzyk.
Wpadka! Królowa zaczęła eksplorację głębszych komór i przylepiła się do kondensatu na szybie - z przerażeniem obserwuję jak się szarpie, robotnice jednak zdają się nie zwracać na to uwagi. Po pół godzinie postanawiem, że konieczna jest akcja ratunkowa - odkrywam gniazdo, uwalniam królową i wycieram kondensat. Co dziwne, nie ma wielkich oznak paniki, kopacze nawet nie przerwali prac podczas gdy otwierałem gniazdo. Królowa także spokojnie odchodzi na stare miejsce u wylotu gniazda. Po kilkunastu minutach rozpoczynają się przenosiny do najgłębszej i najwilgotniejszej części gniazda. Całe zapasy i jaja są już przeniesione o poranku.
[ Dodano: Czw 14 Maj, 2009 ]
1
Wstawiłem próbówkę na arenę, okorkowałem i ledwo zdążyłem zamknąć pokrywę! Czter robotnice wybiegły natychmiast i zaczęły patrolować arenę, odkryły także nowe gniazdo i karmnik (na razie tylko nieco przesuszonego miodu i kilka ziaren traw, co je przysłali w komplecie z kolonią). Pod koniec dnia siedzą w próbówce, królowa prawie się nie rusza, ale wcina ziarna.
2
Robotnice coraz śmielej patroluję okolicę, wychodzą trójkami, srawdzają część gniazdową formikarium. Chyba przedobrzyłem z wilgotnością, bo w wilgotnej części na szybie zaczyna się kondensacja. Całe ziarno z karmnika zostało przeniesione do próbówki.
[ Dodano: Czw 14 Maj, 2009 ]
3 - Katastrofa o poranku. Postanowiłem nieco zwiększyć temperaturę i zapaliłem czerwoną lampkę 60w jakieś 30cm od areny. Po dziesięciu minutach nastąpił atak paniki - robotnice wybiegły pędęm z próbówki, taszcząc dwa jaja i jedną larwę (teraz wiem, że są dwa jaja i larwa), za nimi wybiegła królowa. Schroniły się w kącie areny, trzy robotnice leżą pod królową, reszta biega dookoła. Po czterech godzinach ( i odstawieniu lampki) nadal siedzą w tym samym miejscu.
Wracam z pracy i okazuje się, że przeniosły się do pierwszej komory części gniazdowej (co za ulga!) - trwa transport ziaren z próbówki.
4.
Próbówka wyczyszczona, trzy robotnice przez cały dzień walczą z watą wewnątrz. Podczas karmienia (posiekane nasiona lnu) nie doceniam przeciwnika - moment nieuwagi i jedna z robotnic zmyka przez uchyloną klapkę. Niestety, orientuję się dopiero po pewnym czasie, kiedy zbiega nie da się już wytropić. Wydaje mi się, że robotnice rosną. Czy to możliwe?
Wieczorem odnajduję zbiega patrolującego moje łóżko - wraca do koloni na kartce papieru.
5.
Jedna z robotnic na moich oczach urwała sobie pół nóżki podczas zmagań z wilgotną watą w próbówce - postanawiam pożegnać się ze starym gniazdem i usuwam próbówkę.
Rozpoczęły się prace budowlane 24/7 - w grupkach po dwie robotnice odkopują nowe korytaże w dość losowych miejscach. Przebieg prac zostaje zakłócony karmieniem - witaminizowany konik polny z puszki (karma dla gekonów) okazuje się hitem kulinarnym - w rzeciągu kilku godzin wszystkie robotnice (poza dwoma, stale zajętymi czymś przy królowej - tak zresztą jest od początku, dwie robotnice zawsze zostają z królową) pracują przy cięciu i przenoszeniu konika do gniazda. Pod wieczór zostaje już tylko pusty pancerzyk.
Wpadka! Królowa zaczęła eksplorację głębszych komór i przylepiła się do kondensatu na szybie - z przerażeniem obserwuję jak się szarpie, robotnice jednak zdają się nie zwracać na to uwagi. Po pół godzinie postanawiem, że konieczna jest akcja ratunkowa - odkrywam gniazdo, uwalniam królową i wycieram kondensat. Co dziwne, nie ma wielkich oznak paniki, kopacze nawet nie przerwali prac podczas gdy otwierałem gniazdo. Królowa także spokojnie odchodzi na stare miejsce u wylotu gniazda. Po kilkunastu minutach rozpoczynają się przenosiny do najgłębszej i najwilgotniejszej części gniazda. Całe zapasy i jaja są już przeniesione o poranku.