Patologia...
: czw 27 sie, 2009
Posiadam małą kolonię L. niger (królowa + 10 robotnic). Dziś rano chciałem je przenieść do formikarium, bo jak na razie stacjonują w Tic Tacu
. Postawiłem je po prostu na arenie i otworzyłem pudełko. Zaraz-za-rogiem zrobiłem im mały kleksik miodu. Gdy pierwsza robo zauważyła zmianę od razu pobiegła do reszty. Mrówy oszalały !!! To była po prostu panika.
Połowa zajęła się przeczesywaniem pudełka w poszukiwaniu wrogów, a reszta ewakuacją potomstwa. Najcenniejsze ich zdaniem kokony przeniosły do jamki w wacie, która była ich zdaniem najbezpieczniejszym miejscem (ale najwilgotniejszym...). Jaja i larwy albo upychały w szczeliny w wacie, albo układały na "wysypisku", gdzie oprócz nich były też wszelkiego rodzaju śmieci (głównie zużyte kokony). Królowa zaszyła się w najciemniejszym kącie pudełka, a kilka pozostałych robo (głównie niewybarwione) siedziały stulone razem z kilkoma kokonami innym kącie pudełka. Najbardziej w całej akcji ewakuacji udzielała się mrówka-epileptyczka. Od czasu do czasu ma jakieś wstrząsy (na przykład jak ktoś ją maca czułkami). Tymczasem dwie mrówki spokojnie spijały znaleziony miodek i nie raczyły uspokoić towarzystwa (były zbyt zajęte
). Dopiero jak zaspokoiły głód zaczęły uspakajać siostry. Niebawem już pięć mrówek siedziało przy miodopoju.
Najmłodsze cały czas siedziały w swoim kącie i dopiero po chwili nieśmiało wychylały czułki. Nikt je nie przyprowadził do miodu (zresztą pewnie i tak by nie wyszły), więc po chwili po kolonii rozeszła się fala "całusów". Żołądki nieśmiałek zostały napełnione, a straty we własnych odwłokach szybko nadrobione. I dopiero teraz mrówki zaczęły szukać najważniejszego członka kolonii (królowej)!!!
Teraz siedzą, karmią ją i odbierają porody w ciemnym kącie, bo królowa boi się z niego wyjść
.
Mam wrażenie, że z tą przeprowadzką to jeszcze dłuuugo potrwa.
Połowa zajęła się przeczesywaniem pudełka w poszukiwaniu wrogów, a reszta ewakuacją potomstwa. Najcenniejsze ich zdaniem kokony przeniosły do jamki w wacie, która była ich zdaniem najbezpieczniejszym miejscem (ale najwilgotniejszym...). Jaja i larwy albo upychały w szczeliny w wacie, albo układały na "wysypisku", gdzie oprócz nich były też wszelkiego rodzaju śmieci (głównie zużyte kokony). Królowa zaszyła się w najciemniejszym kącie pudełka, a kilka pozostałych robo (głównie niewybarwione) siedziały stulone razem z kilkoma kokonami innym kącie pudełka. Najbardziej w całej akcji ewakuacji udzielała się mrówka-epileptyczka. Od czasu do czasu ma jakieś wstrząsy (na przykład jak ktoś ją maca czułkami). Tymczasem dwie mrówki spokojnie spijały znaleziony miodek i nie raczyły uspokoić towarzystwa (były zbyt zajęte
Najmłodsze cały czas siedziały w swoim kącie i dopiero po chwili nieśmiało wychylały czułki. Nikt je nie przyprowadził do miodu (zresztą pewnie i tak by nie wyszły), więc po chwili po kolonii rozeszła się fala "całusów". Żołądki nieśmiałek zostały napełnione, a straty we własnych odwłokach szybko nadrobione. I dopiero teraz mrówki zaczęły szukać najważniejszego członka kolonii (królowej)!!!
Teraz siedzą, karmią ją i odbierają porody w ciemnym kącie, bo królowa boi się z niego wyjść
Mam wrażenie, że z tą przeprowadzką to jeszcze dłuuugo potrwa.