Strona 1 z 1
Adopcja darniowca.
: wt 08 wrz, 2009
autor: BartTP
Czołem, próbował ktoś adopcji królowej darniowca do dorosłych robotnic? Są problemy, czy nie bardzo? Wprawdzie moja królowa ma jedną robotnicę, ale na wszelki wypadek pytam, bo czasu nie mam, a chcę zrobić konkretną kolonię (poczwarek nie przyjmują, nie wiedzieć dlaczego - może dlatego, że żyją w ziemi, a nie w próbówce).
I druga sprawa - trzeba mi L. niger. Ma ktoś na handel (przegapiłem rój, bo się plażowałem za granicą)?
W październiku odpalam formikarium trójgatunkowe (ziemne, zarośnięte jak ogródek, 100x50cm) - M. rubra, L. niger i T. caespotum. Chcecie mieć piękne eseje, to czekam na nigerka.
PS. Widzę, że kilka poczwarek przyjęły jednak - ale dopiero jak wymolestowałem jedyną robotnicę z ziemi.

Re: Adopcja darniowca.
: wt 08 wrz, 2009
autor: Orn
A, to pewnie już nieaktualne? Ale jakby co, może komuś się przyda jak wklepie w wyszukiwarkę "adopcja darniowiec"

. Adopcja królowej do istniejącej kolonii dorosłych robo jest prosta. Wystarczy, że robotnice są osierocone kilka dni(ja po 4) i stają się apatyczne, bez celu w życiu

. Bez tego obserwowałem ich agresję wobec królowej( w lodówce), mimo długotrwałego schłodzenia. Osierocone lgną do królowej jak do swojej

. Jednak wszystko w lodówce musi przebiegać, bo teraz to królowa jest zagrożeniem dla robo.
Adopcja lodówkowa - wpierw jedna schłodzoną robo do królowej i czekamy na oznaki miłości

(królowa niech będzie w probówce którą już zaakceptowała jako gniazdo, mniej się stresuje). Potem dorzucamy 2 na raz, potem podłączamy schłodzoną probówkę z dziesięcioma i w górę. Wszystko z wyczuciem. Ja co jakiś czas wyciągałem probówkę z lodówki, żeby kontrolować. Wpierw ta pierwsza robotnica nie chciała iść do królowej. Taka emo robo, siedzi w kącie i płacze, że jest sama i nikt jej nie rozumie

(a królowa 3cm obok).... Musiałem ją zachęcić. Po parunastu minutach dopiero ją odnalazła.
Powodzenia.
Re: Adopcja darniowca.
: pn 14 wrz, 2009
autor: BartTP
Ok, adopcja na żywca bez zgrzytów - 15 robotnic przyjęło bez jęknięcia królową, jej robotnicę, robotnicę, która się dopiero co wykluła i poczwarkę. Adopcja bez lodówki, po 3 dniach samotności ze strony robotnic.
To, co lubię w darniowcu, to jego bezkompromisowość i wszystkożerność. Właśnie żre muchę, okruszek chleba i kawałeczek makaronu, chociaż od adopcji minęło jakoś 30 minut.

Wierę, dałbym mu papierosa, też by zeżarł.

Re: Adopcja darniowca.
: śr 16 wrz, 2009
autor: BartTP
Królowa z łaski swojej złożyła pierwsze jajo po adopcji, tedy sukces. Nawrzucałem im też pełno larw (poczwarek nie mogłem już znaleźć, oprócz jednej), w tym kilka królewskich. Z moich doświadczeń wynika, że tetrasy wychowują takie larwy nawet gdy jest ich mało, ale może ktoś miał taką sytuację, gdy tetras królewskie larwy zeżarł? Na to cicho liczę, szczerze pisząc.
Re: Adopcja darniowca.
: pn 21 wrz, 2009
autor: BartTP
Adoptowałem im kolejnycy kilkanaście robotnic z jeszcze innego gniazda po dwóch dniach "wietrzenia".. Początkowo tubylcy wykazywali agresję - ale delikatną. Żadnych walk. Dopiero co wpuszczane robotnice psim swędem pędziły w stronę matki i tam były łapane za czułki, nogi, łebek i wynoszone czym prędzej. Wonczas robotnice te przyjmowały pozycję poczwarki i potulnie dawały się wynieść. Po chwili, gdy już mrówki nie interesowały się "najeźdźcą", te nagle "odżywały" i pędem wracały do larw i mamusi. I tak w kółko, przez całą noc. Dziś już wynoszenie jest sporadyczne, za to o wiele intensywniej się liżą. W związku z tym kontynuowałem adopcję - i znowu wynoszenie, ale jakby bardziej łagodne i rzadsze; widać zapachy już się nieco zmieszały. Zostały jeszcze trzy do zaadoptowania, ale nie widzę powodów, by miałoby się nie udać.
Królowa, dla odmiany, nie czerwi. Zniknęła także jedyna poczwarka i jajo. W związku z tym czym prędzej wywaliłem larwy królewskie, tj. nakarmiłem nimi myrmiki, lasiusy i camponota (ten ostatni ani myśli jej zeżreć - leży sobie i kwiczy), albowiem coś mi się wydaje, że larwy te jak odkurzacze wciągały lwią część pokarmu. No, zobaczymy co dalej.
Re: Adopcja darniowca.
: pn 21 wrz, 2009
autor: BartTP
Ok, wszystkie mrówy siedzą tam, gdzie miały siedzieć. Agresji prawie nie widać - to dobry znak, może dorzucę królowej ze sto, a co mi tam. Może wtedy zacznie czerwić jak na darniowca przystało.
Dałem im żółtko na twardo - zaniosły je w okolice larw i podgryzają aż miło.
Z ciekawostek - jedna robotnica mi spadła i nie mogłem jej znaleźć. Ale nie ma strachu - znajdzie się na pewno, co odczuję osobiście, gdy mię upie***li. Wierę, wszystkie darniowce, które mi zwiały, jakimści szóstym zmysłem znajdowały do mnie drogę i raczyły urżnąć. Ta zapewne wyjątkiem nie będzie.