[Ponera coarctata] by SmoodeR
: wt 29 wrz, 2009
25.09.2009
Dzień, w którym wszystko się zaczęło
To było zwykłe wrześniowe popołudnie... Słońce, bezchmurne niebieskie niebo, szum morza (a może to tylko hałas z autostrady A4?), praktycznie zero wiatru... bla bla bla... bla bla bla... Było jak było i nie ma co się nad tym rozwodzić bo pogoda akurat w tym przypadku niewielkie miała znaczenie.
Przechodziłem właśnie obok oczka wodnego, obłożonego kamieniami, pod którymi jakiś czas temu natknąłem się na robotnice P. coarctata. Odruchowo podniosłem kamień, który znajdował się najbliżej mnie. Jak się okazało czekała pod nim miła niespodzianka. Mym oczom ukazała się niewielka mrówka, królowa, którą już po sposobie chodzenia można było oznaczyć jako Ponera coarctata (spokojnie, to jeszcze nie gwiazda wieczoru). Niestety królowa miała skrzydełka, a ponieważ gdzieś tam pod bliżej nieznanym mi dotąd kamieniem znajduje się ich gniazdo, więc założyłem, że jest to niezaplemniona jeszcze królowa szukająca wyjścia na powierzchnię.
Tak się tym nakręciłem, że wróciłem do domu po niezbędny ekwipunek terenowy (kliszówkę, plastikową łyżeczkę i lupę). Po powrocie na miejsce zacząłem zaglądać pod kolejne kamienie. Pierwszy kamień, drugi, trzeci piąty i nic (nic=gniazdo F. fusca + gniazdo L. niger + gniazdo L. flavus). Szósty, siódmy, ósmy i niespodzianka! Królowa! (nie, to jeszcze nie jest nasza bohaterka) "A niech to mrówka słonia kopnie"- pomyślałem. "Znowu dziewica...". A my dziewic przecież nie chcemy (bo i po co?). Dziewiąty kamień, dziesiąty kamień i nagle między grudkami ziemi coś mi przemknęło. Spojrzałem dokładniej - robotnica Ponera coarctata. Szybka akcja z łyżeczką i kliszówką i już oglądam znalezisko przez lupę.
Na początku nie byłem pewien, później niedowierzałem, aż w końcu... rozbrzmiały fanfary, konfetti posypało sie z nieba, a w oddali dało się słyszeć "We are the champions" grupy Queen (jestem prawie pewien, że właśnie tak to wyglądało). W swoich rękach miałem nie robotnicę a królową!!!
c.d.n.
Miejsce do zadawania ewentualnych pytań -> PYTANIA
Dzień, w którym wszystko się zaczęło
To było zwykłe wrześniowe popołudnie... Słońce, bezchmurne niebieskie niebo, szum morza (a może to tylko hałas z autostrady A4?), praktycznie zero wiatru... bla bla bla... bla bla bla... Było jak było i nie ma co się nad tym rozwodzić bo pogoda akurat w tym przypadku niewielkie miała znaczenie.
Przechodziłem właśnie obok oczka wodnego, obłożonego kamieniami, pod którymi jakiś czas temu natknąłem się na robotnice P. coarctata. Odruchowo podniosłem kamień, który znajdował się najbliżej mnie. Jak się okazało czekała pod nim miła niespodzianka. Mym oczom ukazała się niewielka mrówka, królowa, którą już po sposobie chodzenia można było oznaczyć jako Ponera coarctata (spokojnie, to jeszcze nie gwiazda wieczoru). Niestety królowa miała skrzydełka, a ponieważ gdzieś tam pod bliżej nieznanym mi dotąd kamieniem znajduje się ich gniazdo, więc założyłem, że jest to niezaplemniona jeszcze królowa szukająca wyjścia na powierzchnię.
Tak się tym nakręciłem, że wróciłem do domu po niezbędny ekwipunek terenowy (kliszówkę, plastikową łyżeczkę i lupę). Po powrocie na miejsce zacząłem zaglądać pod kolejne kamienie. Pierwszy kamień, drugi, trzeci piąty i nic (nic=gniazdo F. fusca + gniazdo L. niger + gniazdo L. flavus). Szósty, siódmy, ósmy i niespodzianka! Królowa! (nie, to jeszcze nie jest nasza bohaterka) "A niech to mrówka słonia kopnie"- pomyślałem. "Znowu dziewica...". A my dziewic przecież nie chcemy (bo i po co?). Dziewiąty kamień, dziesiąty kamień i nagle między grudkami ziemi coś mi przemknęło. Spojrzałem dokładniej - robotnica Ponera coarctata. Szybka akcja z łyżeczką i kliszówką i już oglądam znalezisko przez lupę.
Na początku nie byłem pewien, później niedowierzałem, aż w końcu... rozbrzmiały fanfary, konfetti posypało sie z nieba, a w oddali dało się słyszeć "We are the champions" grupy Queen (jestem prawie pewien, że właśnie tak to wyglądało). W swoich rękach miałem nie robotnicę a królową!!!
c.d.n.
Miejsce do zadawania ewentualnych pytań -> PYTANIA