Strona 1 z 1

No i stało się...

: czw 19 maja, 2005
autor: mariusz_s
Witam.
No i stało się ...fosa wyschła. Naturalna bariera dla Dolichoderus zniknęła. Mrówki jednak nie rozbiegły się po mieszkaniu. Ok. 20cm od formicarium leżała strzykawka z jedzonkiem dla nich. Te zmyślne stworzenia urządziły sobie ścieżke z formicarium do strzykawki i spowrotem. Widać pakt o nieagresji działa (pakt nie zawierał klauzuli co w przypadku braku fosy :D:D ), jedzonko było - było co prawda i na szybce kamnikowej i w strzykawce, jednak mrówki wybrały strzykawkę. Niestety fosa została uzupełniona o brakującą wodę co spowodowało, że 3 robotnice zostaly odcięte od domu. Będąc litościwy ostrożnie przeniosłem je na arenę. Jak na razie strat inwentażu nie odnotowałem. Ciąg dałszy przygód z mrówkami z natępnym odcinku :) .

Re: No i stało się...

: czw 19 maja, 2005
autor: PIOTR
Witam :)
No tak... Dolichoderusek łazi sobie u mnie po całym biurze od dawna - jakos zapomniałem dwamiesiące temu o uzupełnianiu wody w fosie (w podłoże areny wlewam ją rególarnie) i tak już zostało - dwa razy wyprowadziły mi się całkowicie by po 24-30h wszystkie wrócić spowrotem do komór, obecni już nie robiż rajdów całą rodzinką a jedynie pojedyńcze robotnice czasami wędrują po drewnianym stelarzu i ścianach :D:D:D
Co więcej - ten sam numer testuję obecnie ze sporą już kolonią Camponotus ligniperda i wczoraj np. mrówy po dokładnym zwiedzeniu powierzchni mojego ubrania (siedziałem akurat przy kompie sąsiadującym z ich formicarium) oraz włosów, stwierdziły, ze nie ma sensu na mnie więcej włazić (zbyt solidnie przesiąknięty jestem widocznie nikotyną :D:D:D) i napadły na ostatni kawałek snikersa leżący obok - walczyłem dzielnie o jego odzyskanie i wygrałem (no... dostały trochę słodkiej masy i świerszcza jako okup za lwią część orzeszków i czekolady:D:D:D ) :>
Tak sobie teraz myślę... - skubane mają jednak spory potencjał intelektu - szybciej mnie zaakceptowały jako mało szkodliwe "zło konieczne" w sąsiedztwie, niż duże legwany zielone zamieszkujące pokój obok ;)