Sposób na 'roztocza' na mrówce
: wt 14 maja, 2013
Witam
Chciałam Wam przedstawić, jak to oczyściłam swoją królową Ponera coarctata z roztoczy - czerwonego tym razem tałatajstwa, które okleiło jej tułów dookoła. Dla porównania zdjęcie przed i po
przed
po
Różnica jest spora?
Zaznaczam, że sposób nie jest w najmniejszym stopniu bezstresowy, bezpieczny, musi podlegać obserwacji oraz pełnej kontroli i nie nadaje się dla wszystkich mrówek, gdyż same mogą wziąć udział w tym, co się tam będzie wyrabiało i ..zginąć lub zostać okaleczone.
No więc tak, bierzemy ze 2 robotnice z dwóch różnych gatunków Formicinae - najlepiej jakieś płochliwe/agresywne Formica, w moim przypadku były to po 2 robotnice z F. cinerea i F. rufibarbis. Wkładamy je razem do niedużej probówki (u mnie miała 0,6 cm fi), wcześniej umieszczając tam mrówkę do oczyszczenia (tu: królowa Ponera coarctata). Całość zatykamy watą tak, aby pozostała tylko niewielka przestrzeń, w której robotnice będą się atakować. Dla wzmocnienia "efektu", gdy Formica przestały się atakować, a na królowej jeszcze pozostało sporo 'syfu' dorzuciłam robotnicę Lasius niger - wtedy się dopiero zaczęło dziać, a z królowej natychmiast zlazła cała menażeria.
Robotnice niestety skazane zostały na śmierć, nie ryzykowałabym ich ponownego przyłączenia do własnych kolonii. Wszystko z czym się zetknęła królowa i w czym do mnie dotarła (tic-tac z ziemią) zostało wyparzone lub wypalone.
Dodam tylko, że robotnice rzadko atakowały królową Ponera, zdecydowanie bardziej były zajęte sobą nawzajem i ignorowały pacjentkę. Przy okazji królowa wpełzła w szczelinkę w wacie, co nieco wydłużyło jej oczyszczenie. Pozwoliłam kilkukrotnie aby robotnice atakowały królową, ponieważ psikały na nią kwasem bezpośrednio, ale w razie gdyby się coś działo groźniejszego od razu bym reagowała.
Chciałam Wam przedstawić, jak to oczyściłam swoją królową Ponera coarctata z roztoczy - czerwonego tym razem tałatajstwa, które okleiło jej tułów dookoła. Dla porównania zdjęcie przed i po
przed
po
Różnica jest spora?
Zaznaczam, że sposób nie jest w najmniejszym stopniu bezstresowy, bezpieczny, musi podlegać obserwacji oraz pełnej kontroli i nie nadaje się dla wszystkich mrówek, gdyż same mogą wziąć udział w tym, co się tam będzie wyrabiało i ..zginąć lub zostać okaleczone.
No więc tak, bierzemy ze 2 robotnice z dwóch różnych gatunków Formicinae - najlepiej jakieś płochliwe/agresywne Formica, w moim przypadku były to po 2 robotnice z F. cinerea i F. rufibarbis. Wkładamy je razem do niedużej probówki (u mnie miała 0,6 cm fi), wcześniej umieszczając tam mrówkę do oczyszczenia (tu: królowa Ponera coarctata). Całość zatykamy watą tak, aby pozostała tylko niewielka przestrzeń, w której robotnice będą się atakować. Dla wzmocnienia "efektu", gdy Formica przestały się atakować, a na królowej jeszcze pozostało sporo 'syfu' dorzuciłam robotnicę Lasius niger - wtedy się dopiero zaczęło dziać, a z królowej natychmiast zlazła cała menażeria.
Robotnice niestety skazane zostały na śmierć, nie ryzykowałabym ich ponownego przyłączenia do własnych kolonii. Wszystko z czym się zetknęła królowa i w czym do mnie dotarła (tic-tac z ziemią) zostało wyparzone lub wypalone.
Dodam tylko, że robotnice rzadko atakowały królową Ponera, zdecydowanie bardziej były zajęte sobą nawzajem i ignorowały pacjentkę. Przy okazji królowa wpełzła w szczelinkę w wacie, co nieco wydłużyło jej oczyszczenie. Pozwoliłam kilkukrotnie aby robotnice atakowały królową, ponieważ psikały na nią kwasem bezpośrednio, ale w razie gdyby się coś działo groźniejszego od razu bym reagowała.