strasznik pisze:Moje doświadczenie wskazuje, że rzadkości są trudne do spotkania (zdobycia)na większości terenu objętego obserwacjami/badaniem, ale jeśli już się je spotyka to często jest ich tak dużo, że aż są kłopotliwe.
Może tyczy się to robotnic, natomiast z całą pewnością nie tyczy się to królowych.
Tak to w ten sposób mogę rójkowe królowe mieć pewnego gatunku w dużej ilości, ale akurat ten gatunek mnie nie interesuje.
Zapomnij o masowych rójkach gatunków które wymieniłeś. Masowo roi się L. niger i pokrewne - a w lasach mrówki leśne (Formica sp. - chronione, na dodatek pasożyty społeczne) i na tym się kończą masowe roje (w Polsce). Mrówki albo puszczają weselników małymi grupkami przez miesiąc lub dwa - albo tworzą tylko po kilkanaście, może kilka dziesiątek form płciowych, a czasem jedno i drugie. Nadto rójka pewnych gatunków, jak np. C. fallax, ma miejsce wysoko w powietrzu, a zaplemnione królowe lądują zazwyczaj wysoko w koronach drzew i znalezienie więcej, niż kilku sztuk w sezonie jest uważane za niebywały sukces, ba - znalezienie jednej królowej jest jakimś tam wydarzeniem na forum.
Prośba ta kierowana jest oczywiście do osób, które mając szczęście trafią na taką sytuację, w której będą mogły zbierać owe matki garściami.
Jak wyżej. Garściami to można zbierać L. niger, ale już takie F. fusca czy F. cinerea NIE - pomimo tego, że są powszechne, to gniazda produkują małą ilość uskrzydlonych form - i puszczają je jak piardy: oszczędnie i tak, aby nikt się nie zorientował. Nadto, u wielu gatunków kopulacja ma miejsce w gnieździe lub na nim (samce przylatują do kolonii i wnikają do gniazda), więc królowe praktycznie nigdy go nie opuszczają - i próżno szukać ich pałętających się po ziemi.
Pewnego dnia ktoś kiedyś zapuka i powie, że coś ma.
Obawiam się, że będziesz czekał jak ten Maćko na wojnę z Krzyżakami - do białego włosa. Różnica taka, że on jednak się doczekał, a Ty raczej się nie doczekasz.
Wiedzę o mrówach z pewnością masz lepszą od mojej, ale nie możesz wykluczać takiego czy innego zastosowania mrówek, bo raz że człowiek nie jest w stanie posiadać całkowitej wiedzy o mrówach, dwa że nie znasz szczegółów eksperymentu, a trzy że tak na dobrą sprawę nikt tego nie próbował w taki sposób jak ja chcę.
To prawda, nie wiem co chcesz tym mrówkom zrobić - natomiast jestem pewny swego. Nie ma ŻADNYCH wątpliwości, że dziesięciotysięczna kolonia L. niger będąca "u siebie" będzie miała zdecydowanie większy wpływ na środowisko, niż setka C. fallax (takie kolonie tworzy ta mrówka) lub kilkaset F. rufibarbis (w ogóle, wszystkie serviformica tworzą niewielkie, złożone z kilkuset osobników kolonie; pomijam tu polikaliczne kolonie F. cinerea) osiedlonych sztucznie w obcym dla nich środowisku ogrodu. Tutaj nawet nie ma co dyskutować, tak jest i koniec - nie zmienią tego żadne chęci ani zaklęcia. Jak to mówią w kołach wojskowych: "wyżej prącia nie podskoczysz". Już nawet nie będę tłumaczył, iż każda mrówka ma specyficzne wymagania środowiskowe i z paroma wyjątkami mrówki, które wymieniłeś, nie mogą mieszkać w ogrodzie ze względu na nieodpowiednie podłoże, natężenie światła słonecznego, wilgotność, etc. Mrówki albo się wyniosą precz - albo zostaną pożarte przez L. niger.
Jeśli ktoś ma wiedzę praktyczną z takich prób to ok, ale czyż nie jest prawdą, że wszelka wiedza jaką dysponujemy na forum pochodzi z praktyki?
Nie trzeba mieć wiedzy praktycznej jeśli zna się dokładnie biologię danego gatunku mrówek - a wiedzę tę czerpałem m.in. z obserwacji przyrodniczych, gdyż naturalne pole troficzne to największa "arena" jaką możemy sobie wyśnić. Mrówki, Bogu dzięki, są dość przewidywalne jeśli o pryncypia idzie. Zdarzają się, oczywiście, wyjątki - ale są własnie tym, czym są - WYJĄTKAMI. Jeśli Ci mówię, że dziesięć tysięcy Lasius niger zje w ogrodzie więcej owadów, wydoi więcej mszyc i wda się w więcej konfliktów niż, powiedzmy, trzysta zawleczonych przez Ciebie do ogrodu F. rufibarbis, których naturalnym środowiskiem jest suchy step - to albo mi uwierzysz na słowo, albo nie mamy o czym rozmawiać.
Nie możemy bazować na odgórnych założeniach, bo zwierzęta już nas nieraz zaskoczyły m.in. tak rozwijają się nauki przyrodnicze.
Możemy, do pewnego stopnia.
Piszesz, że znasz się na dinozaurach Aves. Czy dopuściłbyś zatem myśl, że co jak co, ale kaczki mogą nas zaskoczyć i zacząć polować z powietrza na gołębie? Ty dokładnie coś takiego sugerujesz w przypadku mrówek.
mrówki (nieznane Formica) zagnieździły się w czyimś ogrodzie i funkcjonowały tam ładne parę lat.
Co z tego? Pomijając już oczywiste pytania (co to za Formica, w którym kierunku furażerowała, jaki wpływ miała na ogród, etc.) - to już Ci gdzie indziej pisałem, że owszem, Formica spp. (tu może takie wyjaśnienie: genus Formica dzieli się na: Formica spp, Coptofirmica spp., Serviformica spp., Raptiformica spp.) wywierają spory wpływ na środowisko w którym bytują, natomiast są to mrówki pasożytnicze, na dodatek będące pod ochroną -a Ty wykluczyłeś mrówki pasożytnicze i będące pod ochroną gatunkową. W związku z tym nie będę Ci już udowadniał, że wątpliwe jest, aby "kopiec" mrówek leśnych zechciał pozostać w ogrodzie, a jeśli już tam się znajdzie - to dzięki szczęśliwemu splotowi okoliczności, a nie ludzkiej interwencji.
Mając na uwadze powyższe, podtrzymuję swoje stanowisko z poprzedniego wpisu.