Czy królowa ze skrzydłami może być zaplemniona? L. fuliginosus
: czw 19 lip, 2018
Witajcie.
Kilka dni temu przy rondzie starzyńskiego w Warszawie (gdzie swoją drogą znajduje się mnóstwo gniazd Lasius fuliginosus) znalazłam podczas opadu deszczu królową tego gatunku - wychodzącą z dość wyraźnym trudem z brzegu kałuży na chodniku. Kilka metrów dalej znajdowało się jak podejrzewam jej gniazdo u pnia drzewa (Platana) - którego korona rozpościerała się nad ten chodnik z którego ją zebrałam - mrówka wydawała się podążać w stronę swojego starego gniazda (lub też przypadkowo obrała ten kierunek w desperackiej próbie wydostania się z wody)
Z tego co wiem o tym gatunku często jest tak że królowe wspinają się na drzewo najbliższe ich kolonii i parzą się z samcami które do nich przylatują na gałęziach drzew, same nie są zbyt lotne - później zlatują lub schodzą z drzew i dopiero na ziemi odrywają sobie skrzydła - ta królowa mogła:
a) zostać strącona z gałęzi drzewa przez kroplę wody, jako że dość obficie padało
b) próbować odlecieć z gałęzi i wtedy opaść w kałużę lub zostać potrąconą i wybitą z lotu przez kroplę deszczu
c) nadlatywać z zupełnie innego drzewa - koloni L. fuliginosus jest mnóstwo dookoła całego ronda - i szukać kolonii do wniknięcia, znów, za sprawą deszczu lub przypadkiem kończąc w tej kałuży.
Jak myślicie, jaka szansa jest na to że jest to królowa zaplemniona i jeśli uda mi się zaadoptować do niej robotnice może dać początek pokoleniu robotnic swojego gatunku, biorąc pod uwagę te okoliczności oraz to że to już 3 dzień od jej znalezienia jak nie zrzuciła skrzydeł? Czy fakt że wylądowała w wodzie i najpierw musiała się ratować mógł sprawić że "zapomniała" się pozbyć skrzydeł kiedy już wyschła? (co zajęło trochę czasu) - czy może być jedną z tych nielicznych królowych które po prostu nie zrzucają skrzydeł do czasu kiedy świeżo wyklute/zaadoptowane robotnice nie pozbędą się ich za nią?
Szczerze powiedziawszy mam dużą nadzieję że jednak jest zaplemniona, bo chciałabym spróbować przygody z tym gatunkiem, zaobserwowałam u niej takie zachowania jak mycie odwłoka, które podobno mogą, acz nie muszą świadczyć o tym że odbyła kopulację - jednak chciałam też poprosić was o pomoc w ocenie sytuacji - i być może o jakieś wskazówki jak można najskuteczniej zaadoptować do niej robotnice i poczwarki - no i czy wybrać do tego L. niger, czy też spróbować podkraść poczwarki i robotnice jej własnego gatunku (niestety nie jestem świadoma lokacji żadnego gniazda L. umbratus)
Kilka dni temu przy rondzie starzyńskiego w Warszawie (gdzie swoją drogą znajduje się mnóstwo gniazd Lasius fuliginosus) znalazłam podczas opadu deszczu królową tego gatunku - wychodzącą z dość wyraźnym trudem z brzegu kałuży na chodniku. Kilka metrów dalej znajdowało się jak podejrzewam jej gniazdo u pnia drzewa (Platana) - którego korona rozpościerała się nad ten chodnik z którego ją zebrałam - mrówka wydawała się podążać w stronę swojego starego gniazda (lub też przypadkowo obrała ten kierunek w desperackiej próbie wydostania się z wody)
Z tego co wiem o tym gatunku często jest tak że królowe wspinają się na drzewo najbliższe ich kolonii i parzą się z samcami które do nich przylatują na gałęziach drzew, same nie są zbyt lotne - później zlatują lub schodzą z drzew i dopiero na ziemi odrywają sobie skrzydła - ta królowa mogła:
a) zostać strącona z gałęzi drzewa przez kroplę wody, jako że dość obficie padało
b) próbować odlecieć z gałęzi i wtedy opaść w kałużę lub zostać potrąconą i wybitą z lotu przez kroplę deszczu
c) nadlatywać z zupełnie innego drzewa - koloni L. fuliginosus jest mnóstwo dookoła całego ronda - i szukać kolonii do wniknięcia, znów, za sprawą deszczu lub przypadkiem kończąc w tej kałuży.
Jak myślicie, jaka szansa jest na to że jest to królowa zaplemniona i jeśli uda mi się zaadoptować do niej robotnice może dać początek pokoleniu robotnic swojego gatunku, biorąc pod uwagę te okoliczności oraz to że to już 3 dzień od jej znalezienia jak nie zrzuciła skrzydeł? Czy fakt że wylądowała w wodzie i najpierw musiała się ratować mógł sprawić że "zapomniała" się pozbyć skrzydeł kiedy już wyschła? (co zajęło trochę czasu) - czy może być jedną z tych nielicznych królowych które po prostu nie zrzucają skrzydeł do czasu kiedy świeżo wyklute/zaadoptowane robotnice nie pozbędą się ich za nią?
Szczerze powiedziawszy mam dużą nadzieję że jednak jest zaplemniona, bo chciałabym spróbować przygody z tym gatunkiem, zaobserwowałam u niej takie zachowania jak mycie odwłoka, które podobno mogą, acz nie muszą świadczyć o tym że odbyła kopulację - jednak chciałam też poprosić was o pomoc w ocenie sytuacji - i być może o jakieś wskazówki jak można najskuteczniej zaadoptować do niej robotnice i poczwarki - no i czy wybrać do tego L. niger, czy też spróbować podkraść poczwarki i robotnice jej własnego gatunku (niestety nie jestem świadoma lokacji żadnego gniazda L. umbratus)