O radości!

To jest forum o mrówkach występujących w Polsce

Moderatorzy: slodkie_ciacho, Moderatorzy

PIOTR
Posty: 1113
Rejestracja: pn 04 kwie, 2005
Lokalizacja: Oleśnica

pt 02 cze, 2006

Nie będzie :)
Już dawno odkryto, że wiele gatunków mrówek, ma problemy(robotnice) z przysfajaniem substancji stałych(a za taką uznałbym zwarty kawałek mięsa). Natomiast świetnie z takim trudniejszym pokarmem radzą sobie ich larwy, wydalając następnie dużą ilość słodkawego "potu" w rzeczywistości bardziej robotnicom potrzebnego, niż białko.
Mógłbym tu samodzielnie rozwinąć temat, jednak padam na pyszczek... Może ktoś za mnie wgłębiłby się tę tematykę i pociągnął sprawę dalej ?? :>
Pozdrawiam :)
Piotr Frąszczak [url=http://curtus.pl]CURTUS[/url]
Awatar użytkownika
Albert
Posty: 1129
Rejestracja: sob 13 maja, 2006
Lokalizacja: Radom/Warszawa SGGW

pt 02 cze, 2006

Podobną rzecz mozna zauważyc u szerszeni i innych osowatych. Dorosłe formy nie trawia białek a potrzebne im aminokwasy uzyskuja od larw, tj. robotnica łapie np. owada, przezuwa go, karmi papka larwe, larwa tawi białka a nadwyzke aminokwasów przekazuje robotnicy. Jest to taki rodzaj mleczka które działa na dorosłe jak red bull. Oglądałem taki program i mowili w nim ze udało sie otrzymac toto w laboratprium i teraz dodają to do napojów energetycznych. ( oczywiscie wszystko działo się w japonii) Tak wiec robotnice klada na mięsiwo larwy bo same może nie dają rady "odskrobac" kawalka dla mlodszych sióstr.
Awatar użytkownika
Johnbol
Posty: 138
Rejestracja: śr 19 paź, 2005
Lokalizacja: Warszawa

wt 27 cze, 2006

Witam!

Zwyczajowo na początek mała relacja z kompakcika:

18 maja odnotowałem, że mam 14 robotnic w gnieździe. Minął już ponad miesiąc a robotnic jest ponad 60. Tempo wzrostu zaczyna mnie powoli przerażać - już teraz muszę trafić na odpowiedni moment, żeby otworzyć szybkę bez konieczności późniejszego wyłapywania uciekinierów. Prawie co dzień przybywa robotnic, życie wre i jest na co popatrzeć. Obecnie nie odnotowuję już od jakiegoś czasu przedwczesnego otwierania kokonów przez robotnice. Jeszcze przy liczebności ok. 30 robotnic trafiały się przypadki nagich poczwarek ale teraz już jest "spokój".

Teraz sprawa "potu" larw. Wczoraj właśnie wyczytałem w "Świecie mrówek" F. Ramade'a obszerny fragmet dotyczący właśnie tej kwestii i pozwolę sobie go zacytować:

"Robotnice bez przerwy liżą larwy i usuwają z powierzchni ich ciała najmniejsze pyłki; bardzo prawdopodobne, że ich ślina ma właściwości antybiotyczne.

Przez długi czas uważano, że zachowanie się robotnic w stosunku do potomstwa jest wrodzone, czyli instynktowne. Wheeler wysunął inną teorię: sądzi on, że mamy tu do czynienia z postępowaniem częściowo dobrowolnym. Robotnice liżą larwy, ponieważ te ostatnie wydzielają na powierzchni ciała smaczną wydzielinę. Troska, jaką robotnice wykazują wobec larw, ma podłoże wyłącznie egoistyczne - idzie o zaspokojenie apetytu na te substancje. Wheeler wykazał, że wszystkie larwy z rodziny Promyrmicidae posiadają specjalne organy, produkujące wydzielinę, za którą przepadają robotnice; wydłużony kształt tych organów prawdopodobnie ułatwia wyssanie wydzieliny. W oparciu o te obserwacje Wheeler zbudował trofolaktyczną* teorię życia społecznego owadów, według której wymiana pożywienia między dorosłymi osobnikami jednej wspólnoty a ich potomstwem. Czyszczenie larw przez robotnice jest niezbędne, ponieważ w przypadku jego zaprzestania są one natychmiast atakowane przez grzyby lub choroby bakteryjne i giną.

Pożywienie larw, różne w zależności od grupy, musi jednak zawierać pewną ilość produktów pochodzenia zwierzęcego, bez którego larwy nie mogą rozwijać się normalnie.
___________
*Trofolaksja - wprowadzony przez Wheelera termin, oznaczający wymianę pożywienia."

Z ostatniego akapitu wynika, że jednak mięso nie jest tylko "dodatkiem" do pożywienia i każdej kolonii należałoby podawać kawałeczki zdrowego białka w postaci "stałej" (oczywiście właściwie sporządzona mieszanka miodowo-jajeczna zapewni dostawę podstawowych ilości białka). Zapewne będzie to z korzyścią dla larw i samych robotnic, których zamiłowanie do rozmaitych substancji "odurzająco-wspomagających" (może określenie lekko przesadzone) jest powszechnie znane.
Wystaczy tu wspomnieć choćby Symphile (raczej błędnie nadana nazwa oznaczająca "spółkochające" - zdecydowanie nie są one pomocą dla mrówek) - chrząszcze (i nie tylko) opisywane przez H.H. Evers'a. Owady te, porównywane są przez autora książki "Mrówki" do "złotowłosych wiedźm" lub "wampirów". Wchodzą one do mrowisk jak do własnych domostw i upajają mrówki słodką wydzieliną gruczołów znajdujących się u podstawy złotych włosów. Wydzielina, oraz samo działanie chrząszczy, nie wywiera na pojedynczych robotnicach negatywnych skutków, lecz mogą sprawić, że nawet cała kolonia potrafi porzucić swoje dotychczasowe obowiązki na rzecz upojnego "biesiadowania".
Prawdziwymi wampirami wśród Symphile są jedynie pluskwiaki żyjące na Archipelagu Malajskim. Owady te żyją poza mrowiskami (na łodygach bambusów) i wabią słodką wydzieliną mrówki z gat. nadrzewnic (Dolichoderinae). Zwabione robotnice upijają się słodkim napojem i odurzone spadają na ziemię, gdzie już one same stają się ofiarami upodobań kulinarnych pluskwiaka (wysysa on ich soki).

Mimo mojej przydługiej wypowiedzi temat chyba nie zostaje całkiem wyczerpany (być może wypadałoby otworzyć nowy wątek?) i gdyby ktoś znalazł szersze informacje oczwiście niech się nimi podzieli! Wydaje mi się, że jest to ciekawa kwestia, warta rozwinięcia.

Pozdrawiam!

P.S.: Cytowany fragment pochodzi z książki "Świat mrówek" autorstwa Francois Ramade'a (seria wydawnicza "OMEGA"), Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1968 r., s. 80-81
FABRICATI DIEM, PVNC!
ODPOWIEDZ