bysiu pisze:nie uznaje zwierząt których nie da się pogłaskać
Udowodnij żonie, że mrówkę da się pogłaskać, jeśli tylko paluchy nie drżą, przy zachowaniu ostrożności. W przypadku dużych mrówek jak
Camponotus czy
Formica jest to zupełnie wykonalne. Wykaż też, że mrówki same wzajemnie cały czas się głaszczą, tak więc nie będzie żadnego ryzyka, że pozostaną niedogłaskane.
Odkąd zacząłem stosować teflon do powlekania ścianek, nie miałem prawie żadnych przypadków wypraw mrówek poza formikarium. (wszystkie mam otwarte, bez żadnych pokrywek) To "prawie" wynika jedynie z mojego niedbalstwa, bo zdarzało się, że niedokładnie nałożyłem teflon lub zapomniałem odnawiać po miesiącu. Ale i tak jedna robotnica na zwiadach lodówki nie wyżre, nie?
Wielu ludzi ma instynktowny lęk przed wszystkim, co małe i łazi. To bardzo powszechne, tak jak lęk wysokości czy lęk przed ciemnością. Podobnie, jak tamte lęki, jest to patologiczna, przesilona odmiana naturalnego, atawistycznego lęku - w tym wypadku obrzydzenia do pasożytów. To można zazwyczaj łatwo uleczyć, jednak warunkiem niezbędnym jest, aby pacjent przyznał się, że to jest jego problem, a nie próbował go racjonalizować, udając, że to wcale nie dlatego, że się boi, tylko że ma powody, a bo choroby roznoszą, a bo cukier zjedzą, a bo gryzą. Przekonaj żonę, że to naprawdę nic wstydliwego, że boi się owadów, że wielu ludzi tak ma i że i tak ją kochasz

A potem wiosną zacznij ją namawiać do brania mrówek na ręce - zacznij od malutkich i pojedynczych, jak
Leptothorax, i tak stopniowo - po miesiącu powinna już bez strachu położyć rękę na kopcu rudnic
