Lipa, mili Państwo. Moja urzędowa kolonia F. sanguinea zniknęła; na szczęście została sąsiednia. Ciekawe tylko, skąd przylecą samce...
F. exsecta - wywiało. Spodziewałem się ją zastać na ładnej, kserotermicznej łączce, gdzie na pewno występowała - ani widu, ani słychu. Stada F. fusca i jedna rachityczna F. sanguinea na drzewie - i tyle.
L. fuliginosus nawet nie zaczęła furażerować jak powinna, tylko szwenda się ospale wokół gniazda. Królowych: brak.
I najgorsze - jedyne stanowisko, gdzie była F. truncorum, zostało osuszone i zaorane. Ech, kur**, żeby ich tak pokręciło.
Łączcie się ze mną w bólu.
.png)