Wczoraj łapiąc mrówki strasznie się zirytowałem. Bo o ile jeszcze to, że nie zawsze się schwyci mrówkę, można jakoś przeboleć. Jednak, gdy dokładasz do złapanych mrówek (w probówce) kolejną i gdy ją otwierasz (probówkę, nie mrówkę
Po tym czasie kombinowałem, jakby tutaj sobie z tym fantem poradzić.
I wpadłem na taki pomysł (jeśli już to było na forum, to bardzo przepraszam, ale nic takiego nie znalazłem) skonstruowania probówki - pułapki.
Potrzebne rzeczy do wykonania:
1. Probówka
2. Jakaś zatyczka do probówki (w moim przypadku był to korek celulozowy od Radissa)
3. Słomka (zwykła, np. od takiego soczku w kartoniku)

1. Robimy otwór na wylot w zatyczce do probówki (otwór powinien mieć taką średnicę, aby słomka ciasno w nim siedziała)
2. Wkładamy słomkę w ten otwór (może to być oczywiście także np. słomka otoczona gęsto watą, będzie spełniała tą samą rolę)
3. Wkładamy zatyczkę do probówki i ... gotowe!

A teraz, jak to działa?
Do probówki w miarę łatwo można wsadzić mrówki (poprzez słomkę). Później zatykamy palcem słomkę i czekamy, aż mrówka dotrze do probówki (gdy już do niej wejdzie to na 99% już nie znajdzie wyjścia).
Ja sam osobiście dzięki temu sposobowi zaoszczędziłem sporo nerwów oraz uciekających mrówek.
Oczywiście słomka, jak i probówka powinny być w miarę dopasowane do wielkości gatunku, który łapiemy.
Czekam na Wasze komentarze
Pozdrawiam!
Kuba
.png)