Spadać z półki może nie będą, ale za to na pewno w końcu kiedyś z niej zejdą. Wraz z wzrostem kolonia zwiększa zasięg patroli. Z pewnością zechcą więc sprawdzić co jest dalej, i czy nie ma tam czegoś do jedzenia - nawet gdy będą miały wystarczająco dużo pokarmu, i tak będą zwiedzać okolicę i szukać nowych zasobów.
Kiedy miałem tylko jedną kolonię, tak właśnie robiłem. Mieszkam sam, więc nikomu nie przeszkadzały

To było naprawdę ciekawe, wystarczyło że pozostawiłem gdzieś na podłodze np. butelkę po coli, a za parę godzin prowadził do niej szlak zaopatrzeniowy mrówek

Zdecydowałem się na zabezpieczenie areny smarem, kiedy mrówki rozpoczęły przeprowadzkę do doniczki z kaktusem, oddalonej o jakieś 3 metry od formikarium

Obecnie mam kilka formikariów, więc nie ma mowy o wypuszczaniu z nich mrówek, bo najstarsza i największa kolonia (
Lasius niger) wygryzłaby wszystkie pozostałe.