Ponieważ doczytałem na forum mrowki.info, iż Curtus już tam z pewnych względów nie bywa, a moim zdaniem posiada on ogromne doświadczenie, dlatego pozwoliłem sobie przekleić mojego posta z tamtego forum - jako że ewentualna odpowiedź Pana, panie Curtus wiele zapewne by wniosła. Z góry przepraszam innych czytających oba fora Forumowiczów za duplikacje wątku
Od paru dobrych dni przeglądam strony i fora mrówczane, jako że odżyły gdzieś we mnie głęboko pochowane marzenia z dzieciństwa o posiadaniu własnego mrowiska. Czytam, czytam - i okazuje się jak widzę, że można.
a) Nad wyraz mało znajduję na polskich stronach zdjęć formikariów z koloniami zaawansowanymi. A za takie uznam roboczo (być może bardzo laicko - proszę o sprostowanie) kolonie posiadające powyżej kilkudziesięciu robotnic. Większość zdjęć czy to na formicarium.pl czy zaprzyjaźnionych stronach przedstawia hodowle typu królowa plus kilka(dziesiąt) robotnic. Przeglądałem również angielskojęzyczne strony (może rzeczywiście ich widziałem niewiele, ale nie znam na tyle terminologii angielskiej z myrmekologii, aby lepiej przeszukiwać Net) - i tam również kolonii o większej liczbie członkiń jak na lekarstwo. Pytanie zatem - czy jest z tym jakiś problem? Czy kolonie wymierają hodowane w sztucznych warunkach? Czy nie macie Panowie Zaawansowani (Curtus, Loki, MrQ, Radiss, PiotrG, Hektor - przepraszam, jeżeli kogoś pominąłem) takich dużych kolonii? A jak macie - czy nie bylibyście skłonni udostępnić fotek? Opisów doświadczeń? Problemów wynikłych po drodze (co np z przenosinami wielosetnej kolonii z formikarium już za małego do takiego zdolnego udźwignąć kolonię wielotysięczną? Opis przeprowadzki z probówki do pierwszego kompakt-korka wydaje się nie nastręczać trudności, ale co potem?)
b) (trochę pokrewne z a) Czy takie duże kolonie nastręczają większych problemów (prócz zwiększonej ilości pochłanianego pożywienia oczywiście)? Doczytałem, iż królowe żyją po kilka(naście) lat, a kolonie mają po kilka tysięcy robotnic. Zatem czy ktoś ma z Was takie paroletnie kolonie? Lub - co robicie z koloniami za dużymi, jak już nie chcecie/możecie dalej się nimi opiekować?. Wypuszczacie? Uśmiercacie? Zabieracie królową, by kolonia sama wymarła ze starości? Czy też po prostu nie udało się Wam jeszcze (z jakiś przyczyn?) uzyskać takiego etapu? Przyznaję, iż żem bardzo chętny na własną kolonię, ale wszędzie można znaleźć opisy dla początkujący, a niewiele (wręcz wogóle) dla średnio- czy bardziej zaawansowanych. Ja zaś staram się podchodzić poważnie do zagadnienia i przed podjęciem hodowli na LATA dowiedzieć się, czym to może "grozić" w przyszłości.
c) Piszecie często o łapaniu wielu królowych po rójce, a i często można zobaczyć w galeriach zdjęcia kilkunastu probówek z królowymi, specjalnych zakątków/mebelków w pokojach zapełnionych wielką ilością różnych formi (początkowych czy już bardziej rozbudowanych). ...hmmm - jak tu zadać to pytanie... po co to robicie? Po co Wam tyle królowych po rójkach? Czy z każdej chcecie uzyskać kolonię? Czy dla handlu/wymiany/rozdawania? Czy też śmiertelność młodych królowych/kolonii hodowanych w sztucznych warunkach jest wysoka - stąd lepiej zebrać większą ilość królowych i popatrzeć, która przeżyje (a jak przeżyje ich więcej - to część oddać w inne ręce)?
d) I ogólnie pytanie o śmiertelność hodowli - jak się często to zdarza? Pytam i początkujących (o opinię, czy rzeczywiście łatwo sobie ze sztucznym mrowiskiem łatwego gatunku poradzić laikom) i zaawansowanych (jako pytanie o śmiertelność kolonii wogóle - w rozumieniu śmiertelności niezależnej od błędów obsługującego, które u zaawansowanych jak rozumiem zdarzają się dużo rzadziej).
e) Co z wyjazdem na dwutygodniowy urlop? Czy nalanie większej ilości wody i podanie mieszanki miód/witaminy/etc. (która jak podejrzewam nie będzie skłonna do błyskawicznego rozkładu) - bez szybko psującego się "mięska" - pozwoli kolonii na przeżycie w modelu "mieszanka, a później własne zapasy"? Czy kolonia musi być już odpowiedniej liczebność (albo wręcz przeciwnie - niskiej), aby dać sobie radę z wypoczynkiem właściciela? Pytam, bo nie raz już widziałem rodzinki tak miło zajmujące się szczeniaczkiem w zimie, a wystawiające podrosłego pieska do lasu z chwila nadejścia letniego wypoczynku. Dla mnie jest to zachowanie naganne, więc wolę o wszelkich związanych z hodowlą żywego stworzenia aspektach dowiedzieć się zawczasu.
f) Formikarium. Nie ukrywam, iż najbardziej interesującym mnie aspektem życia mrówek z grupy tych żyjących pod ziemią jest ich samodzielna budowa gniazda. Stąd wynikałoby, iż formikarium powinno być ziemne. Jednak ponownie śledztwo po rozmaitych galeriach myrmekologicznych wykazało, iż zdjęć takich formi ilość nikczemna. Czemu? Widzę na zdjęciach pewną istotną wadę mokrego piasku/ziemi - strasznie klei się do przedniej szyby i rzeczywiście obserwacja samego wewnętrznego życia kolonii nie jest zbyt łatwa. Czy prócz tego są jakieś inne przesłanki, których nie wymyślę samodzielnie przez studiowanie tekstów czy zdjęć z galerii?
g) Po co na niektórych zdjęciach formikariów (zwłaszcza z serwerów zachodnich) klejona jest do szyby czerwona folia? Wspólnym mianownikiem umiejscowienia takiej folii są głównie komory z mrówkami. Więc jak tu coś obserwować?
To może tyle na początek, coby nie wystraszyć ma dociekliwością Szacownych Państwo - bo a nuż mi ktoś bana założy za nazbyt rozległą gadatliwość?
Pozdrawiam serdecznie
Lechu
.png)