Witam
Podziele sie moimi obserwacjami, które szczerze mówiąc lekko mnie zaszokowały

Sprawa dotyczy malutkiej koloni C.ligniperda, którą trzymam w próbówce na wyspie otoczonej fosą. Dziś rano uzupełniając wode w fosie zaóważyłem utopioną robotnice:( zmartwiłem się tym ponieważ była to jedna z zaledwie trzech robotnic które zasilały raczkującą kolonię. musiała leżeć w wodzie całą noc albo przynajmniej pare godzin. Łapki miała podwinięte, czułki wywinięte w typowy dla martwych albo chorych mrówek sposób. Polożyłem trupka pod lampką w nadzieji ze może jeszcze się ocknie bo wiem że mrówki potrafą się wybudzić z takiego stanu jeśli nie przebywały pod wodą zbyt długo. Niestety po trzech godzinach podgrzewania nie było żadnych oznak życia, postanowiłem więc nakarmić martwą mrówką kolonię F.rufibarbis, którą akurat szykuje do zimowania. Położyłem więc topielica na wybiegu rifibarbis i po jakimś czasie znalała go robotnica. zaczęła go kąsać i ciągnąć za nóżki, ale po pewnym czasie przestała się zupełnie interesować znależiskiem. No tak- pomyślałem, pewnie taka wybiedzona robotnica to nie najsmaczniejszy kąsek dla rufibarbis i przestałem się sprawą interesować. Trup przeleżał jescze pare godzin tam gdzie go zostawiła robotnica rufibarbis. Godzinę temu podając na kolację komara zamiast martwej ligniperdy, stwierdziłem ze została ona już wciągnięta do gniazda rufibarbis, ponieważ nie było jej tam gdzie ostatnio ją widziałem. Nagle z pod kamyka na arenie wylazł żywy trup!!! Ligniperda ocknęła sie po kilku godzinach leżenia w wodzie i kilku godzinach spędzonych na arenie agresywnej rufibarbis. Jestem pełen podziwu dla żywotności mrówek
Ligniperda zaczęła sie czyścić i łaziła jak pijana obijając się od kamyków, ale po paru minutach była prawie zupełnie sprawna. Wsadziłem ją do rodzimej probówki gdzie wywołała niezłe zamieszanie:) Siostry od razu zaczęły ją czyścić a królowa głaskać czułkami. Tak oto szczęśliwie zakończyła się dla biednej mrówki śmiertelnie niebezpieczna przygoda

THE END
(happy end)