Jestem tutaj nowa i z góry przepraszam za taką dłuuugą opowieść, mam nadzieję że ktoś z Was będzie miał ochotę przeczytać i doradzić coś sensownego.
Od około miesiąca jestem szczęśliwą posiadaczką Messorek.
Przyjechały one do mnie w probówce, królowa + sztuk 10 + kilka jaj. Probówkę włożyłam do plastikowego pudełka wysypanego piaskiem, z malutkimi dziurkami w wieczku. Dołożyłam drugą probówkę ze świeżą wodą i watą, żeby mogły przenieść się do niej kiedy trochę się ośmielą, a stary "domek" okaże się dla nich zbyt suchy. Niestety nie miały zamiaru się nie do niego przenosić, odwiedzały ją często, siedziały sobie przyklejone do mokrej watki godzinami, po czym wracały do starej probówki. Raz nawet przyłapałam siedzącą tam królową, ale po jakimś czasie wróciła na swoje stare miejsce.
I nagle któregoś dnia znalazłam w kącie pudełka martwe ciałko robotnicy. Kilka dni później - kolejne. Kiedy umarła trzecia, zaczęłam oglądać ten ich domek i okazało się,że w zagłębieniu wata była w paskudnym, pomarańczowo-szarym kolorze, czego nie było widać patrząc od góry.
Nie rozumiem dlaczego siedziały w tym paskudztwie mimo, że tuż obok miały świeże, czyste gniazdo. Próbowałam je najpierw wyprosić je ze starego domku siłą perswazji, czyli świecąc światłem lampki, ale stara probówka zaparowała i mrówki w panice próbowały tą parę zetrzeć czułkami
Wykopały sobie małe zagłębienie, wrzuciły do niego jajeczka i siedziały tam wszystkie w kupie przez 2 dni. No i w końcu zmieniły zdanie i przeniosły się do nowej probówki. Wsadziłam całe pudełko do kartonu żeby miały ciemność i spokój i postarałam się powstrzymać od zaglądania jak tylko mogłam. Nowych trupków nie ma, ale minęło tylko kilka dni.
Teraz jestem prawie pewna, że pojawiły się dwa kolejne jajeczka.
Niestety, kiedy trzeba wymienić im ziarenka i posprzątać walające się wszędzie resztki (strasznie bałaganią), mrówki od czasu przeprowadzki do nowej probówki wpadają w panikę. Łapią wszystkie jajeczka i razem z nimi i królową uciekają z probówki i biegają z nimi w kółko. Staram się nie przeszkadzać im jak tylko mogę, dawniej całe zabiegi miały zasadniczo w nosie, nie zwracały nawet uwagi na to, że ktoś im zabiera jedzenie. Ale kiedy zasypują leżące od jakiegoś czasu ziarenka piaskiem to znak, że trzeba je wymienić.
Czy to przez tą siłową przeprowadzkę stały się takie zestresowane? Na prawdę nie robię wszystkiego mniej delikatnie niż zwykle, a mam wrażenie, że kiedyś umrą na zawał. Czy to im minie kiedy poczują się całkiem bezpiecznie? Czy można im jakoś pomóc? Po takiej akcji jeszcze przez jakąś godzinę nie wracają na miejsce, serce mi pęka jak to widzę. A przecież na początku tak nie było.
Kolejna rzecz, która mnie martwi to to, że od samego początku ani razu nie zaniosły do probówki żadnego ziarenka. Zjadają wszystkie prosto z folii aluminiowej, przekrajam im nasionka na pół, a one wyjadają tak długo aż zostanie sama łupinka. Raz mrówka wlazła do nasionka tak głęboko, że nie mogła z niego wyjść i wymachiwała nóżkami tak długo, że w końcu musiałam jej pomóc. Kiedy któreś ziarenko im się nie spodoba, targają je na drugi koniec pudełka i tam zostawiają. Niektóre wyraźnie im nie smakują, bo wyrzucają je od razu po tym jak się pojawią. Kiedy pozostałe nasionka robią się nieświeże, zasypują je piaskiem, wtedy wymieniam je na nowe.
Czy powinnam się martwić, że nie robią zapasów w probówce? Czy może wszystko ok, skoro jakoś je zjadają? Miał ktoś kiedyś podobnie?
Kolejny problem, który się pojawił, to to, że nie chcą ruszyć białka. Na samym początku dałam im jedną przekrojoną owocówkę, zniknęła, a ciała nie znaleziono
Zastanawiałam się nad dogrzewaniem, ale w mieszkaniu jest zawsze koło 23 stopni, chyba nigdy mniej, a mrówki są raczej ruchliwe (tzn.są trzy, które zawsze siedzą przy królowej, ale reszta wyjada ziarna lub dzielnie spaceruje po pudełeczku wykazując szczególne zainteresowanie dziurkami do wentylacji
Będę bardzo wdzięczna za wszystkie rady, może ktoś z Was też miał takie problemy na początku i będzie w stanie coś podszepnąć?
Dziękuję
.png)