Ponieważ zabawiam się mrówkami od 20 lat, chciałbym napisać dwa słowa o tym, jak to się zaczęło.
Jako berbeć mieszkający w domu ze sporym ogródkiem w czasach przaśnego PRLu, gdy nie było jeszcze internetu (zgroza!) ani smerfów w TV (program 1 i 2 TVP, jedyna rozrywka to teleranek w niedzielę i kobranocka ze studia SE-MA-FOR), zajmowałem się tym, co dzieci wtedy lubiły najbardziej - ganianiu po dworze i robienie rzeczy różnych. Rzeczy różne, jak sama nazwa wskazuje, to: łażenie po drzewach, łapanie myszy i innych żyjątek, zabawa z kotami, wyżeranie wszystkiego, co na drzewach rosło, ganianie za kurami (mieszkałem w Zabrzu, nie na wsi - wtedy kto miał ogródek, często miał kury, bo z mięsem i jajami, jak to za PRLu, było cienko), tresowanie przydomowego kundelka, wyżeranie wszystkiego, co rosło na drzewach, grządkach i krzakach (agrest: mniam!), kopanie dziur w ziemi, bicie się z kolegami, trening na drążku, wyżeranie wszystkiego co rosło na drzewach (itd.), zabawa fajerwerkami, podpalanie tego i owego, wyżeranie wszystkiego co rosło (itd. - a trzeba napisać o tym, że na ogródku miałem orzechy laskowe, włoskie, gruszki, kilka odmian jabłek, agrest, kilka odmian śliwek plus truskawki, fasolę pnącą się po szkieletach z listewek, porzeczki czarne i czerwone, winogrona, wiśnie, czereśnie i diabli wiedzą co jeszcze; u sąsiada były truskawki, więcej agrestu i, mniam-mniam: młoda marchewka, więc się z dzieciakiem sąsiada żarło także u niego, a co!). Nawiasem pisząc - chciałbym dzisiaj tam się wybrać z wiedzą i doświadczeniem, które mam - na pewno znalazłbym z 40 gatunków mrówek (wtedy dzieliłem mrówki na: czarne (hurtnice), czerwone (myrmice), faraonki (czyli L. brunneus włażące do domu i wyjadające wszystko, co było w kuchni - zabawne, nie?) oraz tzw. "kowale", czyli wszystko, co było większe od poprzednich).
W każdym razie - kiedyś, całkiem spontanicznie, wrzuciłem mrówki (zdaje się, że hurtnice) do słoika z ziemią. Co mię podkusiło - diabli wiedzą. Patrzę - a tu zaczynają kopać dziury! Alleluja! Tak mnie to zaaferowało, że zacząłem je wrzucać częściej. Okazało się, że wrzucając robotnice z różnych kolonii, doprowadziłem do walki. Ależ to było fascynujące! Wiedząc, że mrówki mają mityczne królowe - postanowiłem znaleźć jakieś. Zawsze wyobrażałem je sobie jako wielkie (minimum 2 cm!) stwory z wielkimi sraczkami. Tak tedy postanowiłem znaleźć królową myrmic (królowe hurtnic widziałem niby, jako uskrzydlone formy, więc mnie mniej bawiły). Ileż przewaliłem kg ziemi! Niestety, żadnej królowej nie znalazłem. Potem, któregoś dnia, odwaliłem kamień i proszę - znalazłem odmienną mrówkę. Była za mała stanowczo na królową (jakieś 9 mm i brak wielgachnego odwłoka!), więc uznałem, że to... królewicz.
Nastał rok 2000 (czy jakoś tak). Całkiem z ciekawości wpisałem w google słowo "mrówka". I nagle objawienie: strona dwóch zapaleńców jak ja! Myślałem, że jestem jedynym wariatem, który hoduje mrówki, a tu się okazało, że jest jeszcze dwóch.
Wielkie zasię było nasze zdziwienie, gdy się okazalo i wydało, że na to forum zaczęły się zgłaszać inne osoby, podejrzanie zainteresowane naszym hobby! Od słowa do słowa, zaznajamialiśmy lud pracujący miast i wsi, jak, dajmy na to, wyprowadzić robotnice z rójkowych królowych L. niger, co też te hurnice żrą lub jak budować formikaria. Dwóch było szczególnie dociekliwych - Radiss i Curtus. Radiss był pierwszy - i stworzył serwis mrowki.info (o ile dobrze pamiętam) z porządnym forum (nasze było bardzo prymitywne). Potem dołączył Curtus, który udał się do źródła (czyt.: do mnie, Markapa i Falcona), by czerpać wiedzę, zamiast z forum. W końcu Curtus, po animozjach z Radissem, stworzył własny portal, z którego w końcu wypączkowało to forum, a mrowki.info ewoluowały i powstała antmania. Obydwa fora rozrastały się, nieraz można było poczytać o nich w gazetach - i tak lud powoli zaczął wchodzić w myrmekofarmy.
Tak to z jednej hobbystycznej stronki tworzonej przez trzech wariatów powstała społeczność licząca dzisiaj lekko licząc kilka tysięcy masek.
Laurki mile widziane. :*
.png)