Tak się układało ostatnimi czasy, że wiele z moich kolonii (w tym i omawiana królowa) nie było zbyt dobrze dogrzewane - temperatura tego konkretnego pomieszczenia oscyluje od 19 do 23stC.
Przez jakieś 3 miesiące jedynym co mogłem obserwować w kompakciku, było szwendanie się niezbyt dużej królowej po korytarzach korkowych, częste wycieczki na arenę i wcinanie podstawianych truchełek świerszczy, które znosiła do jednej z wilgotnych komór gniazda i tam częściowo zjadała lub jedynie rozdrabniała. Jakiś miesiąc temu w końcu założyłem lampki ponad półką z eksperymentalnymi gatunkami, jednak jedynie prządki zareagowały na to sporym ożywieniem i w temperaturze 25stC zaczęły zdecydowanie ładniej prząść "kokon" swego gniazda - Pogonomyrmex jedynie troszkę bardziej nerwowo reagował na wszelkie wstrząsy przy manipulacji z formicarium. Karmiłem ją nadal drobnicą świerszcza aż razu pewnego "dla hecy" (pomimo, że np. Messorek ma go gdzieś) podałem miodek. I tu zaskoczenie - delikwentka dossała się do kropelki ;> Nie zainkasowała tego w siebie jednak zbyt dużo, gdyż nie zauważyłem nawet minimalnej zmiany gabarytu niewielkiego odwłoku, co widuję u naszych mrów nawet z rodziny Myrmicidae po solidnym żarełku.
Ponieważ jednak mniodek został zauważony a "koleżanka" spędziła przy nim jednak dłuższą chwilę, pozostawiłem karmnik na arenie. Po kilku godzinach powróciłem do obserwacji tego formicarium - pogonusek zaczął robić coś dziwnego dla mnie - znosiła skubana ziarenka grubego piasku na obrzeże kropli miodu, usadzała w nim a następnie w przeciwieństwie do tego co widuję na co dzień u pozostałych swoich podopiecznych, nie zostawiała celem zabezpieczenia żarełka, ale zabierała na bok i tak do momentu, aż wytaplała w miodzie sporą ich grudkę (powiedzmy, że około 10ciu). Wtedy to właśnie zdębiałem - uniosła pakiet kamyczków zlepionych miodem i zaniosła do jednej z korkowych komór, gdzie ułożyła je w zagłębieniu podłoża.
Przez kilka następnych dni obserwowałem tę samą czynność z coraz to innymi kamykami (poprzednie bywały często wynoszone i zostawiane poza gniazdem). Wyglądało to częściowo jak opieka nad jajami, jednak nie potrafię dotąd dojść przyczyn tego zachowania.
W każdym razie nic się nie zmieniło przez kilka tygodni a zajęty świętami i sylwestrem, trochę zaniedbałem półeczkę i nie zauważyłem, że żarówka oświetlająca formicarium spaliła się. Zły na siebie za zagapienie i być może zmarnowanie szansy przez nagłe ochłodzenie klimatu formicarium, postanowiłem przenieść je do innego pomieszczenia, gdzie temperatury są zdecydowanie wyższe (26-27stC) i to bez dodatkowego dogrzewania (pomieszczenie produkcyjne świerszczy). Po 2 dniach stwierdziłem, że skoro dotąd jednak nie ma jaj, nie pozostaje mi nic innego jak iść "na żywioł i zaryzykować pójście za głosem serca, bez używania mapy" (upssss - to chyba nie ta bajka - Sylwia zdecydowanie zbyt często ogląda przy mnie "Mulan 2"
Heh... wiecie cio ?? - warto czasami zakombinować - obecnie w tydzień po tej decyzji, Pogonomyrmex ma na sumieniu dwa razy więcej świerszczy w porównywalnym czasie a pod opieką PAKIET MOŻE 20 JAJ !!!
CDN
.png)